Ekonomia Polityczna Opisywanie zjawisk ekonomicznych
Ekonomia Polityczna
26lis/110

Rubel rosyjski nową walutą Eurazji?

W dniu 3 października 2011 r., premier Rosji Władimir Putin pojawił się na pierwszych stronach gazet, przedstawiając ideę Unii Eurazji, w tym kilku państw poradzieckich. Putin, który jest faworytem wyborów prezydenckich w przyszłym roku, wyjawił w artykule w gazecie Izwiestia swe plany tworzenia ponadnarodowych związków gospodarczych w oparciu o Unię Celną Białorusi, Kazachstanu i Rosji, projekt o pierwszorzędnym znaczeniu, stanowiący ważny krok dla wszystkich krajów w przestrzeni post-sowieckiej.

Spodziewając się krytycyzmu, iż stara się przywrócić Związek Radziecki, rosyjski przywódca powiedział: "Nie mówimy o odtwarzaniu ZSRR w takiej czy innej formie. Naiwnością byłoby spróbować odtworzyć lub kopiować to, co pozostaje w przeszłości, ale ścisła integracja w oparciu o nowe wartości i podstawy polityczne i gospodarcze jest niezbędna, " wyjaśniając dalej, że to co proponuje to" model mocnej, ponadnarodowej unii, będącej w stanie stać się jednym z biegunów współczesnego świata ".

Docelowy wzór najbardziej zbliżony do Unii Eurazji to Unia Europejska, co musi oznaczać ewentualne użycie jednej waluty z jednego centrum emisji, jak również odpowiednią biurokrację w celu uregulowania zasad całej przestrzeni gospodarczej. Premier Kazachstanu Karim Masimow powiedział, że doświadczenie Unii Europejskiej wskazuje, że nie należy składać obietnic, które nie mogłyby zostać zrealizowane, i że unia powinna wiązać regionalne gospodarki ostrożny krok po kroku. "Kwestia wspólnej waluty jest czymś, co powinniśmy omawiać teraz. To musi być dobrze przygotowane z wyprzedzeniem, w celu uniknięcia nieporozumień, " powiedział przedstawiciel Kazachstanu.

W 2009 roku Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew ostro skrytykował dolara i zaproponował utworzenie regionalnej waluty dla krajów Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej (Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Rosja i Tadżykistan). Według Nazarbajewa, "EURAS", jako że proponowana waluta tak miałaby się nazywać, w rzeczywistości pomaga chronić gospodarkę krajów członkowskich od dolara, którego lider Kazachstanu nazwał " walutą niedemokratyczną, niewolną, i niekontrolowaną".

Jego pomysł, aby utworzyć nową ponadnarodową walutę, która nie będzie dotykana przez nagłe zmiany kursów walut na międzynarodowych rynkach walutowych nie był nowy. Podczas zimnej wojny, ZSRR i krajów bloku wschodniego używały tak zwanego rubla dewizowego, w ramach Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Zasadniczo Nazarbajew zatem oferuje ten sam system: wszystkie kraje zachowują własne waluty krajowe, które są traktowane jako symbole państwowości i niepodległości, ale w odniesieniu do transakcji między państwami będą używać „Euras”. Ale co, jeśli rosyjskie plany uczynienia rubla wspólną walutą Unii Eurazji przeważą nad propozycjami Nazarbajewa?

W ostatnich latach Putin, skupiając się na integracji gospodarczej, naciska byłe państwa Związku Radzieckiego do przyjęcia rosyjskiego rubla jako waluty regionalnej, co zapewniłoby Rosji realne korzyści. Niemniej jednak, jeśli rubel rosyjski, jako najczęściej używana przez konsumentów waluta, stanie się wspólną walutą Unii Eurazji projektowanej przez byłego agenta KGB, przywilej tworzenia pieniądza da Moskwie faktycznie absolutną kontroli gospodarki Kazachstanu, jak również Białorusi.

W ten sposób Putin, utrzymując swoją intencję nie zmierzania do odrodzenia ZSRR jako anachronicznego już modelu unii politycznej, osiągnąłby by mimo tego przywrócenie politycznej kontroli Moskwy nad dużą częścią jej byłego imperium. Ale co najważniejsze, polegając na sile gospodarki napędzanej rosnącymi wpływami z eksportu ropy i gazu, Rosja może mieć o tyle większe znaczenie, by móc dążyć do nowego systemu monetarnego, który oficjalnie uczyniłby rubla jedną z największych na świecie walut rezerwowych, kosztem dolara. Wielka batalia o kontrolę nad Eurazją toczy się nawet tak.

Giovanni D. Valvo jest ekspertem geopolityki Eurazji. Współpracuje z m.in. EkonomiaPolityczna.pl, World Security Network, oraz Equilibri.net. Prowadzi blog http://windowonheartland.blogspot.com/

11lis/110

Czego nauczył nas kryzys?

 

Prof. Włodzimierz Bojarski

 

Obecny krach finansowy to nie pierwszy światowy kryzys i zapewne nie ostatni. Podobnie jak poprzedni, ma swoje źródło w systemie finansowym i nie tylko; jest to kryzys finansów i wartości moralnych. Dziwi, że ani władze państwowe, ani szanujący się uczeni nie pytają – kto spowodował kryzys i kto za niego odpowiada ? Taka sytuacja dodatkowo potwierdza prawdę, że nie rządy panują nad systemami finansowymi, ale systemy finansowe już od dawna dominują nad rządami i państwami.

 

Od czasu światowego kryzysu końca lat dwudziestych główną jego przyczynę upatrywano w światowym systemie finansowym i tkwiących w nim wadliwościach. Podjęto tę sprawę wówczas w Senacie USA i bardzo dobitnie w encyklice papieża Piusa XI z 1931 r. Wady systemowe nie zostały jednak wyjaśnione i usunięte ani wówczas ani obecnie. Stwarza to nadal duże zagrożenie. Ostateczne przezwyciężenie poprzedniego światowego kryzysu dokonało się w procesie gwałtownych przygotowań do Drugiej Wojny Światowej, w czym również negatywny udział miał światowy system finansowy.

Przezwyciężenie i trwałe odsunięcie widma kryzysu wymaga więc od USA i Unii Europejskiej zdecydowanych kroków celem dokonania zasadniczej reformy międzynarodowego systemu finansowego, zgodnie ze wskazaniami sprawiedliwości społecznej i etyki chrześcijańskiej. Wzywa do tego także Klub Rzymski w swej Deklaracji Amsterdamskiej z 2009 r. : „System finansowy trzeba przekształcić w instrument promowania etycznego, wyrównanego i trwałego rozwoju świata. Dlatego transakcje wewnątrz sektorowe trzeba uznać za przejaw przestępczości zorganizowanej.”

 

Od końcowych lat XX wieku dochodziły mądre głosy, m. in. Instytutu Schillera, wskazujące na rosnący balon wtórnych walorów finansowych bez pokrycia  i zapowiadające przybliżający się kryzys. Ale główny nurt nauki oraz polityki tego nie widział, nie słyszał i został podobno zaskoczony.

Kryzys przybliżył kilka prawd dosyć oczywistych, przesłanianych całe lata  przez naiwne, ale głośne i poprawne politycznie ideologie, o doskonałej regulacji rynkowej, minimalnej roli państwa, o trwałym, pomyślnym rozwoju globalnym i wzroście powszechnego dobrobytu. Kompromitacja tych ideologii przypomina, szczególnie naukowcom i politykom, obowiązek krytycznego myślenia, analizowania doświadczeń i przezorności. Trzeba przewidywać zarówno pomyślny rozwój sytuacji jak i przypadki katastrofalne.

 

Nie wolno wierzyć zapewnieniom o końcu kryzysu. Nie podjęto prawie żadnych reform systemów finansowych, a większość działań antykryzysowych ma charakter doraźny i nakręca tylko spiralę regresu pogłębiającą kryzys. Cięcia wydatków budżetowych, spadek płac realnych, zwolnienia i bezrobocie, to wszystko zmniejsza popyt, a więc również produkcję i dochody. Będzie narastała bieda, deficyty budżetowe i zadłużenie. Kryzys potrwa zapewne kilka lat.

 

Warunki kryzysu przyspieszają i zaostrzają rozwarstwienie majątkowo-dochodowe społeczeństwa, procesy destrukcji rodzin i środowisk, spadek kapitału społecznego oraz narastanie patologii. Postępuje spadek zaufania do władz, niezadowolenie społeczne i oczekiwanie naprawy państwa.

 

Kolejne rządy w Polsce nie umieją i nie chcą gospodarować majątkiem narodowym, nie potrafią też zrównoważyć budżetu państwa. Wyprzedają za granicę strategiczne, dochodowe obiekty i zasoby oraz zadłużają państwo, podcinając możliwości rozwojowe kraju.

 

Obecny kryzys finansów w Europie nakłada się w Polsce na negatywne skutki wadliwej, neoliberalnej transformacji, a w tym na znaczną destrukcję krajowych instytucji finansowych w latach dziewięćdziesiątych. Częściowym ratunkiem w złej sytuacji jest tylko pozostawanie polskiej gospodarki przy polskim złotym. Jest widoczne, że kryzys finansowy wyraźnie mniej dotknął te kraje UE, które zachowały swoją walutę, jak np. Szwecja i Polska, natomiast słabsze kraje strefy euro bliskie są bankructwa. Dlatego Polska musi zachować swój pieniądz do czasu wyrównania poziomu gospodarczego z krajami zachodnimi.

 

Neoliberalna transformacja ustrojowa została dokonana w Polsce wbrew uzgodnieniom „okrągłego stołu” o budowie „Polski samorządnej” i wbrew zasadom konstytucyjnym o ustroju społecznej gospodarki rynkowej (Art.1, 2, 20 i inne). Teraz, po skompromitowaniu ideologii neoliberalnej, gdy odcięło się od niej wielu uczonych światowych i niektóre państwa, w Polsce nadal ona dominuje; zaślepia polityków i wielu nauczycieli akademickich.

 

Niektórzy pytają – jaki byłby dobry model ustrojowy państwa i jego rola w obecnych warunkach, po odrzuceniu wcześniejszym komunizmu, a teraz liberalizmu. Mamy w kraju odpowiedź na to pytanie, opartą na wszechstronnych analizach doświadczeń wielu krajów i naszych własnych oraz na wskazanych ustanowieniach konstytucyjnych. Potrzebna jest w Polsce rzeczywista realizacja społecznej gospodarki rynkowej i budowa społeczeństwa obywatelskiego.

 

Gdy narasta kryzys, załamuje się idea solidarności w Unii Europejskiej i okazuje się, czego można było się spodziewać, że konwencje międzynarodowe, np. klimatyczna, dotyczące wolnego handlu i inne, nie muszą w pełni obowiązywać. Kraje silniejsze próbują nawet podkopać gospodarczo słabsze, jak np. Grecję. Każdy kraj musi więc liczyć przede wszystkim na siebie, na własne siły i bronić swoich interesów.

 

Przezwyciężenie kryzysu wymaga opracowania i realizacji nadzwyczajnego, rozwojowo-produkcyjnego programu państwowego, który pociągnie za sobą autentycznych produkcyjnych inwestorów prywatnych, a nie pseudoinwestorów skupujących państwowe długi. Konieczne jest do tego zachowanie pieniądza krajowego, krajowych kopalń, elektrowni, rafinerii, transportu i innych strategicznych obiektów. Potrzebna jest pełna mobilizacja społeczna oparta na zaufaniu i zrozumieniu. Potrzebny jest pokój wewnętrzny i międzynarodowy.

 

Trzeba rozwijać i umacniać polskie; państwowe, społeczne i spółdzielcze instytucje finansowe oraz inne formy rozliczeń wewnętrznych i współpracy gospodarczej, zmniejszając uzależnienie od kapitału zagranicznego i dominacji obcych korporacji. Trzeba wspierać krajową przedsiębiorczość, szczególnie produkcyjną, rozwój drobnych i średnich przedsiębiorstw, akcjonariaty pracy i partnerstwo publiczno-prywatne.

 

Do niedawna liczni ekonomiści skłonni byli uważać ekonomię za królowę nauk. Tymczasem doświadczenia ostatnich lat wykazały dotkliwe braki nauk ekonomicznych i kompetencji ekonomistów, nie tylko w przewidywaniu przyszłości, ale także w samym rozumieniu i objaśnianiu teraźniejszości. Jest to właściwie zrozumiałe, ponieważ niezwykła złożoność zjawisk społeczno-gospodarczych i politycznych oraz ich zmienność i zależność  od różnorodnych warunków miejsca i czasu powoduje potrzebę poznawania wielodyscyplinarnego i systemowo-procesowego naszej rzeczywistości. Tego trzeba się uczyć.

 

Włodzimierz W. Bojarski -- polski energetyk, ekspert inżynierii systemów i zarządzania, polityk, profesor doktor habilitowany, senator I kadencji, członek Polskiej Akademii Nauk.

 

28paź/110

Friedrich List: Narodowy system ekonomii politycznej (1)

Friedrich List: Narodowy system ekonomii politycznej
Księga I: Historia

Rozdział 1: Włosi

Podczas odrodzenia cywilizacji w Europie, nie było kraju w bardziej uprzywilejowanej pozycji, co do handlu i przemysłu, niż Włochy. Barbaryzm nie zdołał jeszcze całkiem wykorzenić kultury i cywilizacji starożytnego Rzymu. Genialny klimat i żyzna gleba, pomimo nieumiejętnego systemu jej uprawy, dawały obfite pożywienie dla licznej ludności. Najpotrzebniejsze rzemiosła i sztuki pozostały tak mało naruszone jak komunalne instytucje starożytnego Rzymu. Dobrze prosperujące rybołówstwo nabrzeżne stało się wszędzie wylęgarnią żeglarzy, a nawigacja na rozległych liniach wybrzeży Włoch kompensowała brak lądowych środków transportu. Bliskość Grecji, Azji Mniejszej, oraz Egiptu, bliskość morskich związków z nimi zabezpieczyła Włochom specjalne korzyści w handlu ze Wschodem, który uprzednio, choć nie w wielkiej skali, był prowadzony poprzez Rosję z krajami Północy. Dzięki tym stosunkom handlowym Włochy musiały nabyć te dziedziny wiedzy, oraz te sztuki i przemysły, które Grecja zachowała od czasów starożytnej cywilizacji.

Od czasu emancypacji włoskich miast przez Ottona Wielkiego, dawały one świadectwo tego, co historia potwierdzała wielokrotnie, że otóż wolność i przemysł są nierozłącznymi towarzyszami, pomimo, że jeden nie rzadko przychodził na świat przed drugim. Jeśli handel i przemysł wszędy kwitną, można być pewnym, iż wolność przyjdzie niedługo: gdziekolwiek Wolność rozwinęła swój sztandar, tedy na pewno prędzej lub później przemysł się zadomowi; gdyż nie ma nic więcej naturalnego, niż to by człowiek, raz materialnego czy mentalnego bogactwa doszedłszy, zapragnął przekazać te swe zdobycze swym następcom, lub to, że gdy już osiągnął wolność winien całe swe siły skierować na polepszenie swej kondycji fizycznej i intelektualnej.

Po raz pierwszy od czasu upadku wolnych państw starożytnych znów zaprezentowano światu spektakl miast Italii: wolnych i bogatych społeczności. Miasta i terytoria nawzajem wzrastały w stan dobrobytu i otrzymały mocny impuls w tym kierunku dzięki krucjatom. Transport krzyżowców z ich bagażem i materiałami wojennymi nie tylko sprzyjał włoskiej nawigacji, dawał również szanse i zachęty do zawierania korzystnych relacji handlowych z Orientem dla wprowadzenia nowych przemysłów, wynalazków i roślin i zaznajomienia się z nowymi smakowitościami. Z drugiej strony, uciski panów feudalnych zelżały wielokrotnie, z tych samych powodów, zmierzając w stronę większych swobód miast i uprawy ziemi.

Zaraz po Wenecji i Genui, Florencja stała się bardzo widoczna swymi manufakturami i biznesem wymiany pieniędzy. Już w dwunastym i trzynastym stuleciu jej manufaktury jedwabiu i wełny wielce rozkwitały; cechy tych rzemiosł brały udział w rządach, i pod ich wpływem ukonstytuowała się Republika. Samą produkcją wełny trudniło się 200 manufaktur, wytwarzających rocznie 80 000 sztuk materiału, dla którego surowiec był importowany z Hiszpanii. Ponadto, sprowadzano co rok surowy materiał z Hiszpanii, Francji, Belgii i Niemiec za 300 000 złotych guldenów, który, po wykończeniu we Florencji, eksportowano do Lewantu. Florencja uczestniczyła w interesach bankowych z całą Italią, posiadała osiemdziesiąt kantorów bankowych.[1] Roczny przychód jej Rządu wynosił 300 000 złotych guldenów (czyli dzisiejszych piętnaście milionów franków-F.L.), znacząco więcej niż przychody królestw Neapolu i Aragonii w tym okresie i więcej niż Wielka Brytania z Irlandią pod berłem królowej Elżbiety I.[2]

Widzimy zatem Włochy dwunasto- i trzynastowieczne posiadające wszystkie elementy gospodarczej prosperity, wyprzedzające wszystkie narody tak w handlu, jak w przemyśle. Ich rolnictwo i manufaktury służyły za wzory naśladowania i cele dążeń innych krajów. Ich drogi i kanały były najlepsze w Europie. Od nich przyjął cywilizowany świat banki, busolę, lepsze konstrukcje statków, system wymiany, oraz wiele przydatnych praktyk i praw handlowych, jak też i większą część instytucji miejskich i państwowych. Ich potęga, handlowa, wojenna i marynarska, jest zdecydowanie największa na morzach południowych. One to były we władaniu światowego handlu; za wyjątkiem tej jego małej części, która działa się na morzach północnych, handel ten dział się w obrębie Morza Śródziemnego i Czarnego.  One dostarczały wszystkim narodom wyrobów manufaktur, artykułów luksusowych, czy produktów z tropików, w zamian dostając surowce. Jednej tylko rzeczy brakowało Włochom, by zostać tym, czym stała się Anglia w naszych czasach, i ze względu na brak tej rzeczy, każdy element dobrobytu od nich odszedł; brakowało im narodowego zjednoczenia i potęgi, która z niego wypływa.

Miasta i rządzące siły we Włoszech nie działali jako członkowie jednego ciała, lecz walczyli ze sobą i niszczyli wzajemnie jako niezależne państewka. Podczas trwania tych konfliktów zewnętrznych każde państewko przeżywało walki wewnętrzne między demokracją, arystokracją i jedynowładztwem. Te konflikty, tak niszczące dla pomyślności narodu, były wszczynane i podsycane przez siły zewnętrzne z ich inwazjami oraz przez siłę krajowego duchowieństwa i jego ekskomunik, przez co podzielone włoskie społeczności wygrażały jedne drugim we wrogich obozach.

Jak Włochy zniszczyły się same widać najlepiej po historii ich państewek morskich. Najpierw widzimy potężne i wielkie Amalfi (od ósmego do jedenastego stulecia).[3] Jego statkami usłane były morza, a wszystka moneta w obiegu włoskim i w Lewancie pochodziła z Amalfi. Ono to posiadało najpraktyczniejszy kodeks praw morskich, a prawa te były w mocy w każdym porcie śródziemnomorskim. Potęga jego marynarki była zniszczona przez Pizę, Piza zaś upadła pod atakami Genui, a sama Genua, po stuletnim konflikcie musiała się podporządkować Wenecji.

Upadek samej Wenecji zdaje się być pośrednim rezultatem tej krótkowzrocznej polityki. Dla ligi państw włoskich nie byłoby problemem utrzymanie i umocnienie włoskiej przewagi w Grecji, Azji Mniejszej, Archipelagu i Egipcie ani jej ciągłe umacnianie i rozpościeranie dalej; lub też spowolnienie posuwania się Turków na lądzie i powstrzymanie ich korsarstwa na morzu, jednocześnie ścigając się z Portugalczykami o Przylądek Dobrej Nadziei.

Ale w praktyce, Wenecja była zostawiona sama sobie i swym siłom, osłabiona atakami pokrewnych państewek i europejskich potęg.

Nie byłoby trudnym dla dobrze zorganizowanej Ligii włoskich potęg wojskowych odparcie ataków wielkich monarchii i obronienie niezawisłości Italii. Próba sformowania takiej ligi została podjęta w 1526 roku, lecz nie w momencie wielkiego zagrożenia i tylko jako czasowa obrona. Obojętność i zdradliwość przywódców i członków tej ligi stało się przyczyną niedługo później zniewolenia Mediolanu i upadku Republiki Toskańskiej. Od tego czasu datuje się upadek przemysłu i handlu we Włoszech.[4]

W jej wcześniejszej i późniejszej historii Wenecja starała się być narodem dla samej siebie. Dopóki miała do czynienia tylko z małymi potęgami włoskimi czy obumierającą Grecją, nie miała problemów z utrzymaniem przewagi w manufakturach i handlu poprzez kraje leżące nad morzami Śródziemnym i Czarnym. Jednak gdy tylko zjednoczone i żywotne narody pojawiły się na politycznej scenie, stało się od razu jasne, iż Wenecja była jedynie miastem, a jej arystokracja jedynie miejską. To prawda, że podbiła kilka wysp i nawet duże prowincje, lecz rządziła nimi jak podbitymi ziemiami i stąd (wedle zeznań wszystkich historyków) każdy podbój zwiększał jej słabość zamiast siły.

W tym samym czasie duch, dzięki któremu Republika wzrastała, powoli w niej zamierał. Potęga i dobrobyt Wenecji – dzieło patriotycznej i heroicznej arystokracji, która wyrosła z energicznej i miłującej wolność demokracji – utrzymywał się i wzrastał tak długo jak swobodna energia demokracji udzielała jej wsparcia, a ta energia była kierowana przez patriotyzm, przez mądrość, przez bohaterski duch arystokracji. Lecz gdy arystokracja stawała się despotyczną oligarchią, niszczycielską dla swobód i energii ludu, tedy korzenie jej potęgi i bogactwa obumierały, pomimo że gałęzie i korona zdawała się kwitnąć jeszcze jakiś czas potem.[5]

‘Naród, który popadł w niewolę,’ rzecze Monteskiusz,[6] ‘stara się raczej zatrzymać to co posiada, niż nabyć więcej; wolny naród na opak chce raczej nabyć niż zatrzymać’. Do tej słusznej uwagi mógłby dla pełnej prawdy dodać – i ponieważ każdy stara się tylko zatrzymać bez nabywania jest skazany na klęskę, gdyż każdy naród, który nie czyni postępu naprzód, grzęźnie coraz głębiej i głębiej, a ostatecznie znika. Nie tylko dalecy od poszerzania swego handlu, czy dokonywania nowych odkryć, Wenecjanie nawet nie myśleli uczynić użytek czerpania korzyści z odkryć poczynionych przez inne narody. Możliwość bycia wyłączonymi z handlu z Indiami przez odkrycie nowych szlaków kupieckich nigdy im nie przyszła na myśl dopóki to się nie stało. W to, co widział cały świat, oni nie mogli uwierzyć; a gdy zaczęli dowiadywać się o kosztownych skutkach zmienionego stanu rzeczy starali się utrzymać stary szlak handlowy miast poznawać zalety nowego; starali się utrzymać dzięki drobnym intrygom to, co mogło być wygrane tylko dzięki mądremu wykorzystaniu nowej sytuacji w duchu przedsiębiorczości i dzielności. A gdy wreszcie potracili to, co posiadali, i gdy dobra wschodnich Indii powędrowały do Kadyksu i Lizbony miast ich własnych portów jak prostaczki czy rozrzutnicy zwrócili swe wysiłki ku alchemii.[7]

W czasach, gdy Republika rosła i kwiknęła, bycie zapisanym w Złotej Księdze było poważanym jako wynagrodzenie za wybitne trudy w kupiectwie, przemyśle, służbie wojskowej czy cywilnej dla Państwa. Pod tym warunkiem zaszczyt ten mógł przypaść cudzoziemcom; przykładowo, wyróżniającym się wytwórcom jedwabiu imigrującym z Florencji.[8] Lecz księga ta została zamknięta, gdy honory i państwowe pensje zaczęto poważać za rodzinny spadek klasy patrycjuszy. W późniejszym okresie, gdy zauważono potrzebę tchnięcia nowego życia w zbiedniałą i osłabioną arystokrację, księgę otwarto. Lecz głównym kryterium wpisania do niej nie były, jak dawniej, zasługi oddane Państwu, ale posiadanie majątku i szlachetne urodzenie. Z czasem przywilej bycia wpisanym do Złotej Księgi stał się tak mało poważany, iż pozostała otwarta przez stulecie prawie bez żadnych nowych wpisów.

Jeśli zapytamy Historii, jakie były przyczyny upadku Republiki i jej handlu, odpowiedziała by nam iż głównie były to głupota, zaniedbania i tchórzostwo zmęczonej arystokracji, oraz apatia ludu, który stał się niewolny. Kupiectwo i manufaktury Wenecji musiały zamierać, nawet gdyby szlak wokół Przylądka Dobrej Nadziei nie został odkryty.

Przyczyną tego, jak i upadku innych włoskich republik, był brak jedności narodowej, dominacja zagranicznych potęg, władza krajowego duchowieństwa, oraz pojawienie się większych, silniejszych i bardziej zjednoczonych narodowości w Europie.

Jeśli uważnie przemyślimy politykę handlową Wenecji, oczywistym zda się, iż wielkie dzisiejsze narody przemysłowo-handlowe są kopią Wenecji, tylko na większą (narodową) skalę. Prawami nawigacyjnymi i cłami w każdym przypadku chronione są rodzime statki i rodzime fabryki przed zagranicznymi, i szybko słuszną okazała się maksyma, iż dobrą polityką jest importować surowce z innych krajów, im w zamian eksportując skończone towary.[9]

Niedawno stwierdzano, broniąc zasady absolutnego i bezwarunkowego wolnego handlu, iż to polityka protekcjonizmu była przyczyną upadku Wenecji. To stwierdzenie zawiera trochę prawdy i bardzo dużo błędu, gdyż jeśli prześledzimy historię Wenecji chłodnym okiem, zauważymy iż w jej przypadku, jak i później wśród wielkich królestw, wolność handlu międzynarodowego bądź restrykcje tegoż miały w różnych epokach raz to dobroczynny, raz to negatywny wpływ na dobrobyt Państwa. Nieograniczona wolność handlu była dobra dla Republiki w pierwszych latach jej istnienia; jakżeby inaczej urosła z wioski rybackiej do potęgi handlowej? Lecz polityka protekcyjna dawała jej korzyści także, gdy już osiągnęła pewien poziom siły i bogactwa, gdyż dzięki niej osiągnęła wytwórczą handlową supremację. Protekcja stała się obciążeniem dopiero po osiągnięciu supremacji przez jej handel i produkcję, gdyż przez to wszelka konkurencja z innymi narodami została wyłączona, w rezultacie premiując indolencję.  Zatem nie wprowadzenie polityki protekcyjnej lecz trwanie w niej długo po tym, jak minęły powody dla jej wprowadzenia, zaszkodziło Wenecji.

Stąd teza, do której się uciekliśmy, me tę wielką wadę, iż nie uwzględnia wzrostu wielkich narodów z dziedzicznymi władcami. Wenecja, choć będąca władczynią prowincyj i wysp, jako pojedyncze włoskie miasto mogła się równać w konkurencji jeno z innymi włoskimi miastami w czasie swego rozkwitu przemysłu i handlu; jej zabraniająca polityka handlowa mogła jej służyć tak długo, dopóki całe narody nie stanęły z nią w szranki. Lecz gdy tylko to się stało, mogłaby utrzymać swą supremację tylko stają na czele zjednoczonej Italii i włączając do swego systemu protekcyjnego cały naród włoski. Żadna polityka handlowa nie mogła być dość przebiegła by zapewnić dominację pojedynczego miasta nad całymi narodami.

Na przykładzie Wenecji (o ile chciano by obciążać ochronną polityki handlową) można wywnioskować ni mniej ni więcej niż to - jedno miasto lub małe państwo nie może ustanowić i utrzymywać takiej polityki skutecznie w konkurencji z wielkimi państwami i królestwami, oraz, że wszelkie potęgi, które za pomocą polityki ochronnej osiągnęły pozycję supremacji handlowej i produkcyjnej, mogą (po tym jak ją osiągnęły) powrócić z korzyścią do polityki wolnego handlu.

W argumencie uprzednio referowanym, jak w każdym innym przypadku, gdy wolność handlu międzynarodowego jest przedmiotem dyskusji, spotykamy się z nieporozumieniem, które stało u podłoża wielu błędów, spowodowanych przez nadużywanie pojęcia "wolność". O wolności handlu mówi się w takich samych słowach jak o wolności religijnej czy wolnościach komunalnych. Dlatego przyjaciele i zwolennicy wolności czują się szczególnie zobowiązani do obrony wolności we wszystkich jej formach. I tak termin "wolny handel" stał się popularny nie czyniąc niezbędnego rozróżnienia pomiędzy wolnością handlu wewnętrznego w państwie i wolnością handlu pomiędzy poszczególnymi narodami, pomimo, że te dwie w swej naturze i działaniu są tak różne, jak niebo od ziemi.

Podczas gdy ograniczenia w handlu wewnętrznym państwa są zgodne tylko w bardzo nielicznych przypadkach z wolnością poszczególnych obywateli, w przypadku handlu międzynarodowego najwyższy stopień wolności jednostki może zawierać wysoki stopień polityki protekcyjnej. Rzeczywiście, jest to nawet możliwe, że największa swoboda w handlu międzynarodowym może doprowadzić do niewoli narodowej, jak mamy nadzieję, by dalej wykazać z przypadku Polski. W odniesieniu do tego prawdziwie mówi Monteskiusz, "Handel nie ma nigdzie większych ograniczeń niż w wolnych narodach, i nigdy nie poddaje się mniejszym niż pod despotycznym rządem." (10 *)

 

Przypisy:

1. De l'Ecluse, Florence et ses Vicissitudes, pp. 23, 26, 32, 163, 213.

2. Pechio, Histoire de l'Economie Politique en Italie.

3. Amalfi zamieszkiwało w okresie jej dobrobytu 50000 mieszkańców. Flavio Guio, wynalazca kompasu żeglarskiego, był obywatelem Amalfi. To po złupieniu Amalfi przez Pizańczyków (w 1135 lub 1137), odkryto starożytną księgę, która później stało się tak szkodliwa dla wolności i energii Niemiec – (kodeks)  Pandectae.

4. Dlatego Karol V był niszczycielem handlu i przemysłu we Włoszech, był nim także w Holandii i Hiszpanii. Był wprowadzającym nadanie szlachty patentem, i autorem pomysłu, iż prowadzenie handlu lub wytwarzanie to czynności haniebne dla szlachty - pomysłu, który miał najbardziej destrukcyjny wpływ na krajowy przemysł. Przed jego panowaniem idea przeciwna przeważała; Medyceusze nadal zajmowali się handlem długo po tym, jak stali się udzielnymi władcami.

5. "Quand les nobles, au lien de verser leur sang pour la patrie, au lieu d'illustrer l'etat par des victoires et de l'agrandir par des conquetes, n'eurent plus qu'a jouir des honneurs et a se partager des impots on dut se demander pourquoi il y avait huit ou neuf cents habitants de Venice qui se disaient proprietaries de toute la Republique." (Daru, Histoire de Venise, vol. iv. ch. xviii.)

6. Esprit des Lois, p. 192.

7. Zwykły szarlatan, Marco Brasadino, głoszący posiadanie umiejętności wytwarzania złota, został przyjęty przez wenecką arystokrację jako zbawca. (Daru, Histoire de Venise, vol. iii. ch. xix.)

8. Wenecja, tak jak później robiły to Holandia i Anglia, nie traciła okazji by zachęcać do siebie przemysł wytwórczy i kapitał z innych państw. Także poważna liczba wytwórców jedwabiu wyemigrowała z miasta Luces, gdzie już w trzynastym wieku kwitły manufaktury jedwabiów i brokatu, do Wenecji, ze względu na opresje lukańskiego tyrana Castruccio Castracani. (Sandu, Histoire de Venise, vol. i. pp. 247-256.)

9. Sismondi, Histoire des Republiques Italiennes, Pt. I, p. 285.

10. Esprit des Lois, livre xx. ch. xii.

 

Tłumaczenie: EkonomiaPolityczna.pl

25paź/110

Chrońcie fabryki Pensylwani! Cła ochronne inkubatorem Stanów Zjednoczonych

Jan Koziar

Wokół ceł ochronnych toczą się w naszym kraju liczne dyskusje. Przeciwnicy, odwołując się do neoliberalnej teorii, widzą w nich czynnik antyrozwojowy, destrukcyjny. Zwolennicy, odwołując się do aktualnych, krajowych problemów wskazują, że czynnikiem destrukcyjnym jest ich brak. Żyjemy w kraju, w którym przewaga teorii nad praktyką ma ugruntowaną tradycję. Doktrynerstwo marksistowskie zastąpione zostało doktrynerstwem neoliberalnym, zafałszowującym wiedzę o rzeczywistym rozwoju kapitalizmu, jego zróżnicowaniu i funkcjonowaniu. Na nic się więc zda wskazywanie na niszczenie polskiego przemysłu i rolnictwa tanim i łatwym importem, wobec panującego przekonania, że przodujące światowe gospodarki rozwijały się w oparciu o wolny handel. To przekonanie jest jednak błędne, bowiem wszystkie gospodarki, które osiągnęły sukcesy na rynku międzynarodowym, zaczynały od ochrony swego raczkującego jeszcze przemysłu przed zagraniczną konkurencją. Najlepszym zaś przykładem są same Stany Zjednoczone.

Najpierw protekcjonizm wychowawczy,

potem wolny handel

Stosowanie ceł ochronnych ma charakter względny, przejściowy i wchodzi w zakres tzw. „protekcjonizmu wychowawczego”. Jego zasady zostały sformułowane w Niemczech w pierwszej połowie XIX wieku przez twórcę niemieckiej, narodowej szkoły ekonomii, Fryderyka Lista. Gospodarkę należy najpierw „wychować” do konkurencji międzynarodowej, chroniąc ją cłami, wspomagając gospodarczą polityką państwa i rozwijając konkurencję wewnętrzną. Dopiero potem, po osiągnięciu poziomu międzynarodowej konkurencyjności, można ją włączyć w wolny, ponadnarodowy handel, którego pozytywów wcale się nie neguje. Już w XIX wieku niemieccy ekonomiści podchodzili krytycznie do teorii liberalizmu gospodarczego, wskazując, że utrudnia ona rozwój gospodarczy ich kraju i uzależnia go ekonomicznie od Anglii i Francji.

Niemcy z powodzeniem zastosowali protekcjonizm wychowawczy nie tylko dopędzając, ale i wyprzedzając na początku naszego wieku liberalną Anglię. Nie wymyślili zresztą nic nowego. Anglia robiła wcześniej dokładnie to samo w stosunku do Holandii, która była niegdyś największą handlową potęgą świata i głosicielem zasad wolnego handlu.

Jeszcze przed ekonomistami niemieckimi Stanisław Staszic i Wawrzyniec Surowiecki opowiadali się za techniką protekcjonizmu wychowawczego, wskazując, że do ekonomicznego upadku Polski przyczyniła się liberalna polityka handlowa szlachty, uniemożliwiająca rozwój krajowego przemysłu. Kres tej polityce położyli zaborcy włączając zabrane ziemie do swych chronionych celnie obszarów. Szczególne znaczenie miała rosyjska ochrona celna powodując rozwój przemysłu na terenie Kongresówki w drugiej połowie XIX wieku. W czasach współczesnych dobitnym przykładem skuteczności protekcjonizmu wychowawczego są sukcesy gospodarcze Japonii, Korei Płd. i innych dalekowschodnich „tygrysów”1.

Jest przy tym regułą, że wolny handel międzynarodowy głoszą w formie absolutnej zasady kraje najbardziej rozwinięte, zaś kraje opóźnione, lub przeżywające trudności gospodarcze nie biorą tej zasady serio. Stosuje się też inną regułę: idea wolnego handlu dla słabszych, cła protekcyjne względem silniejszych.

Dzisiaj antyprotekcjonistyczne idee zostały w Polsce upowszechnione ze źródeł amerykańskich. Były prezydent Bush głosił koncepcję utworzenia w Europie Środkowej strefy wolnego handlu. Skądinąd wiadomo, że Stany Zjednoczone chronią się przed japońskim i europejskim importem. Same zaś są najlepszym przykładem stosowania przed laty protekcjonizmu wychowawczego.

 

Główny problem ekonomiczny młodych

Stanów Zjednoczonych

 

Stosowanie ceł ochronnych i walki polityczne wokół nich stanowią oś dziewiętnastowiecznej historii Stanów Zjednoczonych. To właśnie cła ochronne były przyczyną chronicznego konfliktu między Północą i Południem i jednym z głównych powodów wybuchu wojny domowej w 1861 r., Ważniejszym powodem niż zniesienie niewolnictwa. Przed prawie czterdziestu laty ta sama Karolina Południowa, której wystąpienie z Unii (Stanów Zjednoczonych) zapoczątkowało zbrojny konflikt, zagroziła również wystąpieniem, i tylko z powodu podwyższenia ceł ochronnych przez przemysłowe Stany Północne. Konflikt zażegnano, choć nie wiele brakowało, by wojna domowa wybuchła już w 1823 roku. O zniesieniu niewolnictwa nie było wtedy w ogóle mowy. Spróbujmy jednak prześledzić problem w porządku chronologicznym.

Hamowanie rozwoju przemysłu amerykańskiego przez import towarów z Anglii trwało przez cały okres kolonialnej zależności. Nie wynikało ono zresztą z samej rynkowej przewagi gospodarki angielskiej, lecz wspomagane było całym szeregiem jak najbardziej nieliberalnych ustaw i rozporządzeń administracyjnych. Np. Amerykanom nie wolno było budować pieców hutniczych i walcowni, nie wolno im było produkować na rynek wyrobów wełnianych a handel podporządkowany był interesom brytyjskiej metropolii. „Gazeta Bostońska” z kwietnia 1765 roku pisała:

 

Mieszkaniec kolonii nie może zrobić ani guzika, ani podkowy, ani ćwieka bez wywołania protestu jakiegoś zasmolonego brytyjskiego handlarza żelaza lub szanowanego fabrykanta guzików, który woła wielkim głosem, że jego dostojność jest w jak najbardziej nikczemny sposób maltretowana, krzywdzona, oszukiwana i rabowana przez niecnych republikanów amerykańskich.2

 

W tym czasie jedyną skuteczną ochroną interesów amerykańskich był bojkot towarów angielskich.

Ekonomiczne uniezależnienie się od Anglii było też głównym celem zakończonej sukcesem wojny o niepodległość. Dalsza zaś ochrona miejscowego przemysłu mogła być realizowana przy pomocy barier celnych. Już jednak na konwencji uchwalającej konstytucję (1787 r.) zaznaczyły się regionalne różnice interesów, zauważone i odnotowane przez późniejszego prezydenta Jamesa Madisona. Różnice te najlepiej oddają słowa senatora McDuffie z Karoliny Południowej, wygłoszone w 1830 r.:

 

Wobec federacyjnego charakteru systemu rządzenia wielkim geograficznie obszarem naszego kraju i różnorodności zajęć naszych obywateli doszło do tego, że w różnych częściach Stanów Zjednoczonych powstały dwie grupy sprzecznych z sobą interesów. Pierwsza obejmuje przemysłowców, którzy nie mogą prosperować wobec konkurencji europejskiej, bez ochrony i subwencji ze strony rządu. Druga grupa obejmuje producentów ziemiopłodów z Południa, które znajdują rynki zbytu tylko za granicą i mogą być korzystnie sprzedawane tylko w drodze wymiany za wyroby obcego przemysłu, konkurując z wyrobami stanów północnych i środkowych (...). Interesy te są więc diametralnie sprzeczne i nie do pogodzenia ze sobą. Interes fabrykanta z Północy znajduje poparcie w każdym zwiększeniu ceł nałożonych na handel Południa i nie trzeba dodawać, że interesom plantatora z Południa sprzyja każde obniżenie ceł na jego produkty.

 

System Hamiltona – Webstera – McKinleya

 

Na wstępie jednak przewagę uzyskała Północ. Ustawa o dochodach z 1789 roku traktowała ochronę celną jako zasadę. W dwa lata później Aleksander Hamilton w obszernym memoriale „Report of Manufactures” przedstawił program rozwoju amerykańskich przedsiębiorstw z zastosowaniem ochrony celnej i dotacji. Zasady te zostały przyjęte za credo amerykańskiego systemu gospodarczego i uwzględnione w drugiej ustawie o dochodach z 1792 roku. Hamilton był twórcą polityki gospodarczej nazywanej później systemem Hamiltona-Webstera-McKinleya. Dwa kolejne nazwiska to wybitni kontynuatorzy tej polityki. Ostatni z nich to prezydent Stanów Zjednoczonych z końca XIX wieku. System ten działał zresztą aż do I-szej wojny światowej. Jego głównym elementem były właśnie cła ochronne. Hamilton był też twórcą stronnictwa federalistów reprezentującego interesy kół przemysłowo-handlowych Północy. Kontynuatorem tego stronnictwa jest obecna partia republikańska zalecająca wolny handel słabszym ekonomicznie zagranicznym partnerom. Oponentem federalistów była partia Jeffersona – protoplasta dzisiejszej partii demokratycznej. W owym czasie reprezentowała ona interesy rolników, najpierw głównie farmerów, później zaś (aż do wojny domowej) w coraz większym stopniu plantatorów.

W 1800 roku federaliści zostali odsunięci od władzy, lecz konflikty z zagranicą wpłynęły na podtrzymanie polityki protekcjonistycznej. W czasie wojen napoleońskich zarówno Anglia, jak i Francja szykanowały okręty amerykańskie, w wyniku czego wstrzymano w ogóle wymianę z zagranicą. Podczas drugiej wojny z Anglią (1812-1815) przerwany został import z tego kraju. W sumie wojenne ograniczenia importu wpłynęły poważnie na rozwój miejscowego przemysłu, choć spółki handlowe poniosły straty.

W 1816 roku rządząca partia Jeffersona ustaliła wysoką taryfę celną dla podreperowania wyczerpanego wojną budżetu. To nawrócenie się jeffersonistów na „zdrowe doktryny narodowe” w pełni satysfakcjonowało fabrykantów w stanach północnych. Bariery celne podnoszono kolejno w latach 1824 i 1828. O temperaturze tematu może świadczyć wypowiedź ówczesnego kongresmena Henry Claya:

 

Przeklęty handel jest jak hałaśliwa, lekkomyślna, flirtująca zalotnica, i jeżeli pozwolimy, by jej widzimisię rządziło nami, nigdy nie zdejmiemy z siebie indyjskich muślinów i europejskich tkanin wełnianych.

 

O krok od wojny domowej

W roku 1832 dokonano kolejnej podwyżki ceł. Tym razem jednak Południe zareagowało bardzo ostro. Nowe stawki nazwano „taryfą odrażającą” (tariff of abomination). Na czoło protestujących stanów plantatorskich wysunęła się wspomniana już Karolina Południowa, która uchwaliła „akt unieważniający” nowe stawki celne (Ordinance of Nullification) i zagroziła wystąpieniem z Unii. Konflikt udało się zażegnać kosztem obniżenia ceł do poziomu z 1816 r. Od tego momentu Południe rozpoczyna swój triumfalny pochód, prowadzone przez antyhamiltonowską partię, która od 1836 roku przyjęła swą dzisiejszą nazwę „partii demokratycznej”. Dominującą rolę odgrywają w niej teraz plantatorzy.

 

Doktryna w służbie cudzego interesu

 

Interesom plantatorów, sprzecznym z interesami amerykańskich przemysłowców, przyszła z pomocą angielska doktryna liberalizmu gospodarczego. Posłuchajmy, co na ten temat piszą autorzy cytowanego w tym artykule dzieła:

 

Przemawiając w imieniu kraju, który stał się wielkim warsztatem dla całego świata i aktualnie nie miał żadnego poważniejszego konkurenta, angielscy teoretycy odkryli w wolnym handlu typ polityki, najbardziej odpowiadający takiej sytuacji. Angielscy fabrykanci żądali taniego chleba dla swych robotników – stąd brak ceł na środki żywności. Ponieważ nie było prawdopodobne, by ktoś mógł ich gdziekolwiek pobić przez zaoferowanie niższych cen, Anglicy mogli sobie pozwolić na ryzyko konkurencji w zakresie wyrobów przemysłowych na własnym rynku. Opierając się na istnieniu tych zupełnie szczególnych warunków, które nawiasem mówiąc, nigdy się już nie powtórzyły, angielscy teoretycy ekonomii politycznej proklamowali wolność handlu jako doktrynę naukową. Proklamowali ją z taką pewnością siebie i z tak mocnym logicznie uzasadnieniem, że wielu amerykańskich profesorów przyjęło ją, jakby to było prawo natury, pomimo odmiennych warunków ekonomicznych panujących w ich kraju. Oto, dlaczego prace teoretyczne uczonych, szczególnie na uniwersytetach, nie zawsze były w pełni zgodne z interesem i opinią praktyków zatrudnionych w produkcji.

 

Doktryna w służbie własnego interesu

         Nie wszyscy jednak jajogłowi dali się zwariować. Jak czytamy bowiem dalej:

Wymogom amerykańskiego przemysłu uczynił wreszcie zadość Henry C. Carey z Filadelfii. Wydał on w latach 1837-1840 trzytomową ekonomię polityczną, w którym to dziele ostro skrytykował głośne koncepcje zwolenników wolnego handlu, naszkicował narodowe podstawy protekcjonizmu i dał logiczny fundament systemowi celnemu. Teorii człowieka ekonomicznego automatycznie powodującego się własnym interesem, błędnej w założeniu i niebezpiecznej w zastosowaniu, Carey przeciwstawił doktrynę interesu narodowego. Odtąd młodym gałęziom przemysłu nie brak było orędowników wśród uczonych.

 

Południe parło jednak naprzód. I znów odwołamy się do cytowanego dzieła:

 

W latach 1830-1860 taryfa celna, zmieniana pięciokrotnie, wykazywała na ogół tendencję zniżkową. Obniżkę stawek przeprowadzono w roku 1833, jak widzieliśmy, pod groźbą rewolucji ze strony plantatorów z Karoliny Południowej, a gdy w niespełna dziesięć lat później wigowie przy pomocy opozycji znowu podnieśli stawki, zwolennicy niskich taryf odnieśli zwycięstwo w wyborach w r. 1844. Potem nastąpił zdecydowany zwrot. Partia demokratyczna pod przewodem Południa pchała kraj w kierunku wolnego handlu aż do punktu kulminacyjnego w roku 1860. Ustawą celną z roku 1846 Kongres zadał druzgocący cios systemowi protekcyjnemu, przy czym na czele większości, która dokonała tej straszliwej egzekucji, stali członkowie Kongresu z Południa i Zachodu.

 

Sojusz farmerów i przemysłowców przeciw plantatorom

Marnie wyglądałby los kapitalizmu amerykańskiego, gdyby nie doszło do rozbicia rolniczej jedności interesów między plantatorami a farmerami. Wśród tych ostatnich szerzył się od dłuższego czasu ruch wolnych nadziałów ziemi. Chodziło w nim o darmowy przydział ziemi publicznej rodzinom farmerskim, na nie zasiedlonych dotąd terytoriach (tematowi temu poświęcony jest osobny artykuł pt. „Komu kapitał państwowy? Prywatyzacja Dzikiego Zachodu”, Nasz Dziennik 18 lutego 2000 r. i osobna cyfrowa broszura). Wprowadzenie wolnych nadziałów ziemi spowodowałoby masowy odpływ robotników z fabryk Północnego Wschodu i podrożenie siły roboczej. Nie było więc w interesie fabrykantów. Z kolei takie skutki farmerskiej prywatyzacji mogły się nawet podobać plantatorom, którym wolne nadziały nie zagrażały na ich własnym terytorium. Tak jednak było dopóki sami plantatorzy nie zaczęli ekspandować na zachód a w szczególności na północny zachód, gdzie weszli w kolizję z kolonizacją farmerską. Konflikt rozwinął się najostrzej na terytorium stanu Kansas, gdzie dochodziło do starć zbrojnych na długo przed wybuchem wojny domowej.

Wolne nadziały oznaczały błyskawiczne zagospodarowanie nowych ziem przez farmerów i tym samym zablokowanie ekspansji formacji niewolniczej. Plantatorzy zaczęli więc przeciwstawiać się ich ustawowemu wprowadzeniu. Z kolei przemysłowcy amerykańscy dostrzegli w intensywnej farmerskiej kolonizacji Zachodu potencjalny olbrzymi rynek zbytu dla swoich wyrobów.

Zarysowujące się odwrócenie sojuszu zostało przyspieszone aktywną polityką plantatorów. W 1857 r. opanowany przez nich Kongres ponownie obniżył cła, w wyniku czego „wybuchła panika w przemyśle a przygnębienie ogarnęło zarówno przedsiębiorców jak i wolnych robotników”. W 1860 r. prezentujący interesy Południa prezydent Buchanan storpedował kompromisowy projekt ustawy o farmerskich nadziałach ziemi.

W tym samym roku na republikańskiej konwencji wyborczej w Chicago zawiązany został sojusz między fabrykantami a farmerami. Przy odczytywaniu programu partii z największym aplauzem spotkało się żądanie ceł ochronnych i wolnych nadziałów ziemi. Prezydencka kampania wyborcza Abrahama Lincolna przebiegała pod hasłami:

 

„Wygłosuj sobie cła ochronne!”, „Wygłosuj sobie farmę!”, „To walka, w której idzie o ochronę przemysłu i o prawa świata pracy!”, „Jeśli pragniecie siły i wielkości, chrońcie fabryki Pensylwanii!”.

 

Zwycięstwo protekcjonizmu

 

Wyborcza wygrana Lincolna doprowadziła do wojny domowej, której wyniki wszyscy znamy. Choć może nie wszystkie wyniki. Bo przecież nie tylko ważne jest, kto wygrał a kto przegrał, ale przede wszystkim to, o co w danym konflikcie chodziło i co było dzięki wygranej realizowane.

Gdyby ten aspekt amerykańskiej wojny domowej był u nas szerzej znany, można by się spodziewać większego zrozumienia dla ochrony dzisiejszego polskiego przemysłu, jak również rolnictwa.

Jeszcze w czasie trwania wojny domowej przywrócono i maksymalnie podniesiono taryfę celną zniesioną przez plantatorów w 1857 roku oraz wprowadzono zasadę państwowych dotacji do ważnych inwestycji o znaczeniu ogólnokrajowym. Po zakończeniu działań wojennych nastąpił niesłychany boom gospodarczy. Według cytowanego dzieła:

 

 

Specjalne prawa zabraniały obcym okrętom żeglugi przybrzeżnej, a całą Amerykę otaczał wysoki mur ceł protekcyjnych, który chronił kapitalistów przed dotkliwą konkurencją ich europejskich braci.

 

Jeszcze przed zakończeniem wojny domowej farmerska królowa – pszenica zdetronizowała dawną plantatorską królową – bawełnę. Teraz zaś jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać królestwa: linii kolejowych, nafty, stali, górnictwa i banków. Za murem ceł ochronnych rozwinął się potężny rynek wewnętrzny o obrotach przekraczających łączne obroty handlu zagranicznego Anglii, Francji, Niemiec, Rosji, Holandii, Belgii i Austro-Węgier. Okres ten trwał pół wieku i w tym czasie Stany Zjednoczone wyrosły na pierwszą potęgę gospodarczą świata. Nie ograniczono się przy tym do praktycznej strony systemu protekcyjnego. Założona na uniwersytecie w Pensylwanii ekonomiczna szkoła Wartona uzasadniała teoretycznie i propagowała mechanizm ceł ochronnych. Oczywiście wielu jajogłowych ekonomistów obstawało dalej przy teorii angielskiej, dobrej w tym czasie dla Anglii, nie dla Ameryki.

Amerykański system protekcyjny zachwiał się pod koniec XIX wieku w wyniku dwukrotnego zwycięstwa demokratów. W 1884 roku prezydentem został ich kandydat Grover Cleveland, który próbował obniżyć cła, co jednak nie przeszło przez republikański Senat. Po nim nastąpił wspomniany już William McKinley. Był on według jego biografa, „aniołem stróżem przemysłu krajowego (...). Ojciec jego i dziadek byli właścicielami hut, a więc byli zaangażowani w przemyśle uzależnionym w poważnym stopniu od taryf protekcyjnych”.

 

Nowy prezydent opracował i podpisał w 1890 roku ustawę, która podniosła bariery celne znacznie ponad poziom ustalony podczas wojny domowej. Wywołało to protest kupców importerów, farmerów i plantatorów korzystających już tym razem z pracy najemnej. W rezultacie na prezydencki stołek powrócił w 1892 roku Cleveland i demokraci wnieśli projekt obniżki ceł, który przeraził fabrykantów, tak jak analogiczna inicjatywa z 1857 roku. Republikański Senat tak jednak przerobił projekt ustawy, że nie różniła się ona zbytnio od ustawy McKinleya i wszedł on w życie bez podpisu Clevelanda.

Obniżenie taryf celnych nastąpiło dopiero podczas prezydentury Woodrow Wilsona w przeddzień I wojny światowej. Skończył się w ten sposób okres protekcjonizmu wychowawczego, chociaż przemysłowcy wcale nie chcieli z niego rezygnować. W tym czasie stawał się on już jednak przede wszystkim źródłem ich nieuzasadnionych zysków a Stany Zjednoczone mogły sobie z powodzeniem pozwolić na wolny handel.

Pół wieku amerykańskiego protekcjonizmu wychowawczego, to okres bardzo długi. Jednakże wraz z przyspieszeniem tempa rozwoju przemysłowego okres ten uległ skróceniu. Wcześniej np. Anglia stosowała protekcjonizm przez półtora wieku, przeciwstawiając się głównie Holandii. Powojenna Japonia skróciła go do lat około trzydziestu a wschodnioazjatyckie tygrysy skracają do lat kilkunastu. Ostatnie przykłady są szczególnie pouczające, gdyż dalekowschodnie kraje startują ze znacznie gorszych pozycji niż my – były znacznie słabiej uprzemysłowione i miały mniej fachowych kadr.

 

Sam protekcjonizm nie wystarczy

 

Protekcjonizm wychowawczy nie oznacza samego wznoszenia barier celnych, lecz łączy się z definicji – jak zaznaczyliśmy na wstępie – z czynnikami i działaniami rozwojowymi. U Anglosasów nie trzeba było swego czasu (podobnie jak i u Holendrów) niczego szczególnego wymyślać. Funkcjonująca u nich kalwińska kultura gospodarcza, która była wystarczającym czynnikiem rozwojowym. A mimo to Amerykanie zastosowali państwowe wsparcie dla spółek kolejowych i linii oceanicznych.

Współczesne najbardziej przebojowe gospodarki bazują na nowych rozwojowych technikach ekonomicznych. Są to przede wszystkim: strategiczna polityka gospodarcza państwa (a nie tylko jego funkcje regulacyjne) oraz tzw. kooperacyjne stosunki przemysłowe, w których nie ma ostrej przeciwstawności interesów między załogą przedsiębiorstwa a jego kierownictwem. Techniki te rozwijane są w kapitalizmach typu japońskiego i niemieckiego. Nie było ich natomiast do niedawna w kapitalizmie anglosaskim, który najbardziej traci na ich niedorozwoju.

 

 

 

W związku z malejącą konkurencyjnością własnego przemysłu Amerykanie na początku lat dziewięćdziesiątych ponownie zaczęli bronić się barierami importowymi przed produktami lepiej funkcjonujących gospodarek. Jednocześnie zaczęli, dla podniesienia konkurencyjności, kopiować metody swych konkurentów w zakresie polityki gospodarczej państwa i kooperacyjnych stosunków przemysłowych. To nowe podejście i jego efekty widoczne są najlepiej w przemianach przemysłu samochodowego, który odzyskał swój dawny wigor. Jest to więc kolejny przykład, krótkotrwałego tym razem, ale również skutecznego, protekcjonizmu wychowawczego. Przykład tym istotniejszy, że dotyczy czasów współczesnych i największej potęgi ekonomicznej świata.

 

Stan naszej wiedzy ekonomicznej

Począwszy od 1989 roku, czyli przez 20 lat, zadaję bardzo wielu różnym osobom (w tym ekonomistom i politykom) testowe pytanie: „Co było przyczyną wojny domowej w Stanach Zjednoczonych?”. Niestety, otrzymałem tylko jedną poprawną odpowiedź. Co gorsza wszystkie te osoby (za wyjątkiem znowu jednej) nie widziały problemu w tym, że nie wiedziały, iż chodziło o cła ochronne dla przemysłu stanów północnych.

Nie trzeba wyjaśniać, że wiara w fałszywą tezę, że motorem gospodarczego rozwoju Stanów Zjednoczonych był wolny handel, miała decydujący wpływ na katastrofalny charakter naszej transformacji gospodarczej.

Nasuwa się smutny wniosek, że z takim rozumieniem najważniejszych elementów historii gospodarczej Świata, i z takim rozumieniem roli naszej indywidualnej, obywatelskiej świadomości, nie możemy sprawnie zawiadywać własnym państwem.

Jan Koziar jest działaczem społecznym i naukowym. Publikacja za zgodą autora. Najnowsza wersja tekstu, opublikowana w kwartalniku „Obywatel”, nr 3(47), 2009

 

Przypisy:

[1] Dzisiaj (2011) głównie Chin

[2]Wszystkie cytaty w niniejszym artykule pochodzą z dwutomowego dzieła Ch. Beard i M. Beard „Rozwój cywilizacji amerykańskiej”.

23paź/110

Nie tylko „Oburzonym” pod rozwagę

 

Lesław Michnowski

EKOHUMANIZM: partnerskie WSPÓŁDZIAŁANIE dla GLOBALNEGO DOBRA WSPÓLNEGO – CZYLI WSPÓLNEGO INTERESU wszystkich ludzi (bogatych i biednych, społeczności wysoko rozwiniętych i w rozwoju opóźnionych), ich następców oraz środowiska przyrodniczego – POWSZECHNIE WSPOMAGANE nauką i wysoką techniką oraz KULTURĄ INFORMACYJNĄ

WIZJA EKONOMIKI TRWAŁEGO ROZWOJU – ERY ZMIAN KLIMATYCZNYCH

System ekonomiczny jest głównym determinantem ludzkich postaw i zachowań. Nieadekwatny do aktualnego stanu uwarunkowań życia peł­ni on funkcję „struktury grzechu”, wymuszającej wzajemnie wyniszcza­jące patologiczne indywidualne i społeczne zachowania – przybliżające globalną katastrofę.

System ekonomiczny, który ulegnie – wraz ze zmianami w uwarun­kowaniach życia ludzi i przyrody – moralnej degradacji, staje się głów­nym czynnikiem ogólnoludzkiej i przyrodniczej destrukcji. prowadzącej do globalnej katastrofy.

Pojawienie się – wraz z rozwojem nauki i techniki – Stanu Zmian i Ryzyka spowodowało moralne zdegradowanie, dotąd dominującego, socjal-darwinistycznego systemu ekonomicznego, stymulującego rozwój poprzez śmiertelną konkurencję prowadzącą do eliminowania słabszych podmiotów życia społeczno-gospodarczego. A także, poprzez maksymalizowanie często­kroć zbędnej, a nawet ekospołecznie szkodliwej, konsumpcji .

Nowy system ekonomiczny – niezbędny dla trwałego przezwycięże­nia globalnego kryzysu – powinien pełnić funkcję mechanizmu stymu­lowania ekospołecznie użytecznej aktywności społeczno-gospodarczej (Michnowski 2003a, 2006d, Sadowski 2006, Bojarski, 2009a). Powinien on szczególnie stymulować ekospołecznie użyteczny postęp naukowo-techniczny, przyczyniający się do eliminowania środowiskowych zagro­żeń, w tym będących skutkiem zmian klimatycznych.

Adekwatny do współczesnych uwarunkowań życia system ekono­miczny powinien być jakościowo nowym mechanizmem rozwojowej se­lekcji. Powinien on preferować w dostępie do zasobów życia (także kon­sumpcji), te dojrzałe podmioty życia społeczno-gospodarczego, które są bardziej od innych skuteczne w eliminowaniu różnorodnych zagrożeń życia lub podtrzymywaniu rozwoju zarówno społeczności lokalnych, jak i światowej społeczności oraz jej środowiska przyrodniczego.

Głównym zadaniem ekonomiki trwałego rozwoju powinno zatem być preferowanie w dostępie do czynników życia, w tym środków jego regeneracji, tych podmiotów życia społeczno-gospodarczego, które wię­cej od innych swą pracą (lub w inny sposób) wnoszą w podtrzymywania życia układu; światowa społeczność – przyroda.

Równie istotnym zadaniem poprawnego systemu ekonomicznego powinno być stwarzanie możliwości doprowadzenia do ubogacającej sys­tem światowy ekospołecznie użytecznej aktywności twórczej tych części światowej społeczności, które z różnych – w tym obiektywnych – przyczyn pozostały w rozwoju w tyle lub które dotąd nie zdają sobie sprawy z ko­nieczności (także dla ich dobra własnego) zmiany postawy  z egoistycznej na egoaltruistyczną, czyli dobra wspólnego/wspólnego interesu.

Podstawę ekonomiki trwałego rozwoju powinien stanowić paradyg­mat deflacyjny w miejsce dotychczasowego paradygmatu inflacyjnego. Poprzez ściśle kontrolowaną monetarną politykę deflacyjną, ten nowy paradygmat przyczyniałby się w pierwszym rzędzie do zmiany na eko­oszczędny modelu konsumpcji. Stwarzając możliwość zakupienia tego samego towaru w przyszłości za niższą cenę, stymulowano by racjonali­zowanie konsumpcji.

Aby skutkiem takiej, odpowiednio kontrolowanej, deflacji nie było generalne powstrzymywanie produkcji, a wraz z tym, spowodowanie kryzysu bezrobocia, przeto wdrożenie takiej polityki monetarnej powin­no być sprzęgnięte z mechanizmami intensywnego stymulowania eko­społecznie użytecznego postępu naukowo-technicznego.

Świadomość, iż za te same pieniądze będzie można w następnym roku kupić ten sam wyrób taniej – lub nawet o wyższej jakości, o bardziej użytecznych cechach funkcjonalnych – będzie powodowało tak współ­cześnie potrzebne racjonalizowanie konsumpcji.

Deflacyjne racjonalizowanie konsumpcji polegało by zatem na po­wodowaniu dokonywania zakupów tych dóbr konsumpcyjnych, które faktycznie przyczyniają się do wzrostu sprawności i jakości życia kon­sumentów, zmniejszania zasobochłonności ich metod działania, wzrostu efektywności regeneracji zdrowia, lub gromadzenia poprawnych rezerw materialnych i intelektualnych zasobów życia – „na wszelki wypadek”.

Zaoszczędzone w ten sposób środki finansowe powinny być na od­powiedni procent powierzane „rzetelnym” bankom i wykorzystywane do stymulowania ekospołecznie użytecznego postępu naukowo-techniczne­go, a wraz z tym racjonalnego podtrzymywania stymulującej aktywność gospodarczą tendencji popytu.

System bankowy ekonomiki trwałego rozwoju powinien zatem mieć radykalnie odmienne od dotychczasowych zadania. Powinien to być ele­ment globalnego układu dalekowzrocznego finansowego stymulowania innowacyjnej, ekospołecznie-użytecznej, społecznej i indywidualnej, aktywności twórczej. Podstawą takiej, na dobro wspólne ukierunkowa­nej, aktywności finansowej odpowiednio wyspecjalizowanych banków, powinna być dostępność wiedzy pozyskiwanej globalnym systemem in­formacyjnym (typu GRID, terytorialnie rozproszonym), w tym monito­ringiem dynamicznym (i jego ostrzegawczymi prognozami). Przy czym – takim monitoringiem dynamicznym sygnalizowane – spowolnianie tempa rozwoju społeczno-gospodarczo-przyrodniczego, powinno być także traktowanie jako istotne zagrożenie życia danej społeczności.

Wyniki omawianego monitoringu dynamicznego byłyby równolegle z systemem bankowym analizowane przez globalny, i lokalne (w tym mię­dzynarodowe, jak UE) ośrodki strategii trwałego rozwoju. W przypadku, gdyby system bankowy nie był w stanie samodzielnie podejmować odpo­wiednich działań, niezbędnych dla eliminowania tak prognozowanych zagrożeń, wówczas, te – na zasadzie pomocniczości działające – ośrodki strategicznego nadzoru podejmowałyby odpowiednie działania, pośrednio lub bezpośrednio stymulujące konieczną aktywność obronno-rozwojową.

Gromadzone w systemie bankowym środki finansowe powinny być w pierwszym rzędzie wykorzystywane dla eliminowania, systemem pro­gnostycznym rozpoznawanych, nadchodzących zagrożeń. Służyłyby one do wypracowywania i realizacji dla „trójfilarowego” trwałego rozwoju niezbędnych, zwłaszcza wieloletnich, programów rozwoju nauki i tech­niki lub przyspieszania rozwoju społecznego słabszych społeczności. Równie istotnym zadaniem systemu bankowego powinno być przyczy­nianie się do gromadzenia rezerw zasobów materialnych i intelektual­nych „na wszelki wypadek”, niezbędnych dla eliminowania zagrożeń mo­nitoringiem dynamicznym odpowiednio wcześnie nie przewidzianych

Wśród takich rezerwowych zasobów powinny być zarówno dorobek rozwoju aktualnie nieprzydatnej praktycznie nauki i techniki, jak i m.in. nadmiarowy rozwój elastycznej (komputerowej) automatyzacji wspo­magania ludzkich działań, umożliwiającej szybkie eliminowanie nieprze­widzianych zagrożeń. A także odpowiedni, także „nadmiarowy” – po­wszechną mądrość kształtujący – system edukacyjny.

Zadaniem systemu finansowego powinno być również gromadzenie rezerw niezbędnych w przypadku pojawienia się także prawdopodob­nych zagrożeń życia, jak na przykład na skutek ewentualnego podniesie­nia się wraz z ociepleniem klimatu poziomu oceanów, zmniejszania do­stępności wody pitnej, konsekwencji różnorodnych naturalnych katastrof (meteorologicznych, epidemiologicznych, sejsmicznych, np tsunami, wulkanicznych, kosmicznych, itp.). A także, aby w przypadku oziębiania się klimatu można było – m.in. poprzez odpowiedni postęp naukowo-techniczny – kształtować możliwość życia w takich nowych warunkach.

Kolejnym zadaniem systemu finansowego ery Stanu Zmian i Ryzyka, w tym zmian klimatycznych, powinno być stymulowanie – drogą odpowied­niego systemu podatkowego – ekospołecznie użytecznej aktywności twórczej szczególnie posiadaczy kapitału lub przeciwstawianie się ich destrukcyjnej aktywności społeczno-gospodarczej. A więc: „mieć” aby „być” i efektywnie na rzecz dobra wspólnego wykorzystywać swe „posiadanie” (CA p. 43).

Zatem system podatkowy powinien szczególnie wspomagać te indy­widualne lub zbiorowe podmioty życia społeczno-gospodarczego, któ­re więcej od innych wnoszą w dobro wspólne. A więc dla przykładu, te przedsiębiorstwa, które obniżają kompleksowy koszt jednostkowy wytwarzanej przez nie techniki, lub – wdrażając techniki nowe – również przyczyniają się do rozwoju społeczno-gospodarczego. Zarazem system ten powinien znie­chęcać do działalności bezwzględnie degradującej dane społeczeństwo lub jego środowisko społeczno-przyrodnicze.

Szczególnie system podatkowy powinien aktywizować te podmioty życia społeczno-gospodarczego, które posiadają duże zasoby finansowo-materialne, aby te ich zasoby przyczyniały się do rozwoju społeczno-go­spodarczego, a nie były na przykład spekulacyjnym czynnikiem spowalniania rozwoju lub destrukcji ich społeczno-przyrodniczego środowiska. Wszak naturalną rzeczą jest dążenie do maksymalizowania stanu posiadania. System finansowy po­winien przeto powodować, aby to dążenie przyczyniało się do intensyfi­kowania na dobro wspólne ukierunkowanej aktywności twórczej.

Szczególnie ważnym problemem niezbędnym do rozwiązania w ra­mach kształtowania – opartego na ekohumanistycznej zasadzie „rozwo­ju razem ze środowiskiem”  – społeczeństwa dostosowanego do życia w Stanie Zmian i Ryzyka, w tym zmian klimatycznych, jest problem praw własności wiedzy naukowej oraz innowacyjnej. Niezbędna w rozpozna­waniu i eliminowaniu zagrożeń wiedza nie powinna być – obecnym sys­temem patentowym lub praw autorskich – powstrzymywana w rozpo­wszechnianiu. Powinna ona być powszechnie dostępna.

Lecz zarazem powinny zostać stworzone warunki do materialnego stymulowania i wspomagania twórców wiedzy naukowej oraz technicz­nej. Zatem twórcy tej wiedzy oraz organizacje naukowo-wytwórcze, przy­czyniające się do jej wypracowania, powinni mieć zapewnione finanso­we wspomaganie niezbędne dla kontynuowania takiej ich intelektualnej aktywności. Powinni oni ponadto czerpać także dodatkowe i znaczące materialnie korzyści na zasadzie „post factum”, czyli po ekospołecznie użytecznym wdrożeniu ich poznawczo-innowacyjnego dorobku do prak­tyki społeczno-gospodarczej – także przez inne podmioty życia społecz­no-gospodarczego na terenie świata.

Za takim uspołecznieniem wiedzy niezbędnej w przewidywaniu i wy­przedzającym eliminowaniu zagrożeń, oraz niedopuszczaniu do groź­nego spowalniania tempa rozwoju społeczno-gospodarczego światowej społeczności przemawiają izomorficzne własności wiedzy lub rozwiązań technicznych. Dostęp do tej wiedzy może skutkować ekospołecznie uży­tecznym postępem naukowo-technicznym w odmiennych obszarach ży­cia społeczno-gospodarczego lub zastosowań osiągnięć nauki i techniki.

 

Jest to fragment tekstu pt: Ekonomika ery zmian klimatycznych, opublikowanego w: Transformacje – Pismo interdyscyplinarne, 2010 (64-6): http://www.pte.pl/pliki/2/12/26.03.2010_EKONOMIKA_ERY_ZM_Klim.pdf

oraz w:

Ekohumanizm w przezwyciężaniu globalnego kryzysu, Episteme 103, Instytut Ekologii i Bioetyki UKSW, Warszawa 2011: http://www.kte.psl.pl/episteme103-skr.pdf .

Dotyczące antykryzysowej przebudowy systemu bankowo-finansowego tezy zawarte są m.in. w prezentacji referatu pt: Obecny kryzys: istota, przezwyciężanie, Ujęcie cybernetyczne, podczas Konwersatorium "O lepszą Polskę" przy Polskim Lobby Przemysłowe im Eugeniusz Kwiatkowskiego, w dn. 13 października 2011 r. w Warszawie: http://www.kte.psl.pl/PLP-k13X11+.ppt, http://www.plp.info.pl/?str=dokumenty.html .

 

Lesław MICHNOWSKI – cybernetyk rozwoju – jest członkiem Komitetu Prognoz „Polska 2000 Plus" przy Prezydium Polskiej Akademii Nauk. Wybrane publikacje Autora: http://www.kte.psl.pl/wpubllm.htm

EkonomiaPolityczna.pl