Jakucja, skarbiec Rosji
Trzecia co do wielkości firma wydobywająca ropę naftową w Rosji - Surgutnieftiegaz oświadczyła we wtorek, iż rozpoczęła produkcję na nieużytym terenie we wschodniej Syberii, w regionie strategicznym dla stabilnej produkcji ropy naftowej przez kluczowego globalnego producenta energii. Firma, z siedzibą w zachodnio-syberyjskim mieście Surgut, zakomunikowała, że rozpoczęła wydobycie ropy naftowej na polu północno-Talakanskoye w Republice Sacha. Produkcja na polu ma wynosić 800.000 ton (16.000 baryłek dziennie) w 2013 roku. Północno-Talakanskoye jest trzecim polem zleconym przez Surgutnieftiegaz w Jakucji, jak nazywana jest Republika Sacha, po uruchomieniu Talakan w 2008 roku i Alinskoye rok później.
Położona na 3 103 200 kilometrów kwadratowych (1198200 mil²), Republika Sacha jest nie tylko największym regionem na terytorium Federacji Rosyjskiej, ale także największym subnarodowym podmiotem na świecie, ponad 40% którego leży poza kołem podbiegunowym. Region jest w piśmie nazywany skarbem Rosji. W rzeczywistości, Jakucja posiada 26% diamentów na świecie, 5% zasobów cyny, 4,5% zasobów antymonu 3,4% zasobów uranu, 2% zasobów rudy żelaza i 2,5% światowych lasów, ale republika posiada również znaczne rezerwy ropy naftowej i gazu ziemnego. Nic więc dziwnego, że Jakucja jest drugim, po obwodzie Sachalin, wśród regionów Dalekiego Wschodu pod względem wielkości inwestycji zagranicznych.
Po uruchomieniu "Kompleksowego Programu Rozwoju Sił Produkcyjnych, Transportu i Przemysłu Energii do roku 2020," zainteresowanie rosyjskich i międzynarodowych inwestorów Jakucją gwałtownie wzrosło. W 2007 roku, kiedy memorandum zostało ogłoszone, republika zaprezentowała swoją gospodarkę na wielu forach inwestycji międzynarodowych, takich jak St Petersburg International Economic Forum, Pacific Economic Congress we Władywostoku, Far Eastern Economic Forum w Chabarowsku i Kuban-2007 International Investment Forum w Soczi. Jakucja miał również pomyślne prezentacje w Chinach, Korei Południowej i Japonii, a gospodarki azjatyckie wydają się rzeczywiście dawać obecnie najbardziej opłacalne możliwości handlowe tak dla Jakucka, jak i Moskwy.
W latach 2012-2015, Gazprom spodziewa się odkrycia złoża gazu ziemnego na półwyspie Jamał w Syberii Wschodniej i zbudowania trasy transportu gazu z Jakucji do Władywostoku. Jak wyjaśnił szef Narodowego Instytutu Energii Siergiej Pravosudov, "Gazprom musi zdobyć nowe rynki. Wcześniej skupiono się głównie na Europie, ale trasy azjatyckie również oferują lukratywne rozwiązania. Zużycie energii w Chinach rośnie, więc na pewno będzie duże zapotrzebowanie na rosyjski gaz. Teraz, gdy Japonia odrzuca ideę elektrowni jądrowych, zwiększone ilości gazu zostaną zużyte również tam. Oznacza to, że nowe projekty są niesłychanie ważne. "
Plany Gazpromu na najbliższe lata obejmują rurociąg Jakucja-Chabarowsk-Władywostok, przewidziany do transportu gazu Jakucji do Primorskiego Kraju i krajów Dalekiego Wschodu. Rurociąg rozpocznie się od pól ropy naftowej Chayandinskoye i złóż gazu w Jakucji, częściowo działając w ramach zintegrowanego korytarza z drugiego etapu rurociągu ropy naftowej Syberia Wschodnia-Ocean Pacific do Chabarowska, gdzie będzie ostatecznie połączony z rurociągiem Sachalin-Chabarowsk-Władywostok. Wszystkie te rurociągi razem będą zaopatrywały planowaną instalację LNG, która będzie produkować skroplony gaz ziemny na eksport do Japonii, oraz planowany kompleks petrochemiczny w Primorskim Kraju, dostarczając nie mniej niż 30 mld metrów sześciennych gazu rocznie.
Podczas gdy stworzenie programu przesyłu gazu w systemie gazu wschodniego ma się rozpocząć w 2012 roku, w niedalekiej przyszłości Jakucja może również dawać Moskwie możliwość tworzenia nowych pól naftowych, będących w stanie zastąpić tradycyjne rosyjskie pola w Syberii Zachodniej, które są bliskie wyczerpania. W związku z tym, ten zimny i odizolowany ląd może stać się w następnych latach sercem rosyjskiej gospodarki i jednym z głównych alternatywnych źródeł dostaw energii do coraz bardziej spragnionych rynków azjatyckich.
Giovanni D. Valvo jest ekspertem geopolityki Eurazji. Współpracuje z m.in. EkonomiaPolityczna.pl, World Security Network, oraz Equilibri.net. Prowadzi blog http://windowonheartland.blogspot.com/
Geostrategiczne znaczenie Południowej Osetii
Podczas niedawnej wizyty w głównej kwaterze rosyjskiej 58. armii we Władykaukazie, prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew powiedział, że wojna w Osetii Południowej w 2008 roku zatrzymała ekspansję NATO. Omawiając wydarzenia dotyczące częściowo uznanych republik Osetii Południowej i Abchazji, Miedwiediew powiedział: "Gdybyśmy w 2008 roku się wahali, geopolityczny scenariusz byłby inny," stwierdzając, że NATO obecnie liczyłoby Ukrainę i Gruzję wśród swych członków.
Konflikt między Gruzją a Rosją w 2008 roku rzeczywiście zmniejszył prawdopodobieństwo przystąpienia Gruzji do Sojuszu Atlantyckiego. Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała podczas spotkania z prezydentem Rosji po podpisaniu porozumienia o zawieszeniu broni, że obietnica dana Gruzji w Bukareszcie jest nadal w mocy. Niemniej jednak, nie wycofała się z wcześniejszego wymogu Niemiec i Francji, iż Gruzja musi rozwiązać swoje wewnętrzne problemy przed przystąpieniem do członkostwa w NATO. W rezultacie, w listopadzie 2008, nie ma konsensusu wewnątrz Sojuszu w sprawie Membership Action Plan (planu członkostwa) dla Gruzji.
Gruzińsko-rosyjski konflikt wpisuje się w szerszy kontekst wojen o energię i surowce, które charakteryzują historię Kaukazu ostatnich dwóch dekad. Region ten jest niewątpliwie jednym z najważniejszych obszarów geostrategicznych naszej planety. Jego kluczowa rola w sprawach światowych zaczęła wzrastać po upadku Związku Radzieckiego, kiedy powstanie Czeczenów, a w konsekwencji możliwość dalszego rozpadu przestrzeni Eurazji, wydawało się otwierać możliwość nowych tras dostaw gazu i ropy z Morza Kaspijskiego do Europy, z pominięciem Rosji, dając firmom amerykańskim pełną kontrolę nad większością węglowodorów zasobów regionu, i czyniąc zwycięstwo Waszyngtonu nad Moskwą całkowitym.
Sam w sobie, kaukaski udział w globalnych rezerwach ropy i gazu nie jest potężny. Jednak w świetle niepewności co do niezawodności dostaw z Zatoki Perskiej, jak również możliwość, iż Rosja może wykorzystywać dostawy energii jako narzędzie władzy, transport dostaw energii z Morza Kaspijskiego i Azji Środkowej na Zachód przez Kaukaz jest sprawą najwyższej wagi . W rzeczywistości, środkowoazjatyckie zasoby ropy i gazu mają istotne znaczenie geostrategiczne nie tylko jako dodatkowe źródło ropy naftowej i gazu w uzupełnieniu do innych tradycyjnych obszarów, ale także ze względu na ich położenie w pobliżu dużych ośrodków konsumpcji, takich jak Europa, Chiny i Indie.
W związku z tym terytorium Gruzji jest szczególnie ważne, gdyż jest ona gospodarzem części szlaku tranzytowego rurociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan, który zaopatrza Europę Zachodnią i Środkową. Rurociąg, dostarczający ropę z azerskiego pola naftowego Azeri-Chirag-Guneshli, transportuje 1 mln baryłek ropy dziennie, i jest kluczowym powodem wsparcia USA dla Gruzji, co pozwala Zachodowi na zmniejszenie uzależnienia od ropy z Bliskiego Wschodu, jednocześnie pomijając Rosję i Iran. Stąd zainteresowanie Rosji dla Gruzji i determinacja Moskwy w obronie de facto niepodległości Osetii Południowej po ataku Gruzji na separatystyczną republikę w 2008.
W pewnym stopniu Osetia Południowa jest dla Rosji tym, czym Wzgórza Golan są dla Izraela: solą w oku wroga. Syryjskie terytorium okupowane przez Izrael w wyniku wojny sześciodniowej 1967 daje w rzeczywistości państwu żydowskiego świetny punkt obserwacyjny dla monitorowania wojskowych ruchów swoich arabskich sąsiadów, skoro sam Damaszek jest wyraźnie widoczne ze szczytu Wzgórz. W razie wojny między obu krajami, izraelska armia może łatwo dotrzeć do stolicy Syrii, która jest tylko 60 km (40 mil) na północny wschód od spornego terytorium. Podobnie, rosyjska geostrategiczna kontroli Osetii Południowej pozwala Moskwie stanowić bezpośrednie zagrożenie militarne dla gruzińskiej niepodległości, gdyż mała republika znajduje się około 100 km na północ od Tbilisi.
Niemniej jednak, w przypadku gdyby między dwoma byłymi republikami radzieckimi wybuchł nowy konflikt, nie byłby prawdopodobnie podyktowany regionalnymi ambicjami, ale raczej eskalacją globalnej konfrontacji między Rosją a Zachodem o kontrolę tras ropy naftowej i gazu w Eurazji . Możliwość się zatrzymania przepływu 1 mln baryłek ropy dziennie do Europy przez odcięcie trasy tranzytu Baku-Tbilisi-Ceyhan daje rzeczywiście Kremlowi potężny środek nacisku. W związku z tym rosyjska kontrola Osetii Południowej jest więcej niż tylko solą w oku Gruzji: to przyczółek do pokojowej rosyjskiej inwazji Europy, której ostatecznym wynikiem może być rozwiązanie NATO. Gdzie sowieckie rakiety chybiły, rosyjskie rurociągi mogą odnieść sukces.
Giovanni D. Valvo jest ekspertem geopolityki Eurazji. Współpracuje z m.in. EkonomiaPolityczna.pl, World Security Network, oraz Equilibri.net. Prowadzi blog http://windowonheartland.blogspot.com/
Rubel rosyjski nową walutą Eurazji?
W dniu 3 października 2011 r., premier Rosji Władimir Putin pojawił się na pierwszych stronach gazet, przedstawiając ideę Unii Eurazji, w tym kilku państw poradzieckich. Putin, który jest faworytem wyborów prezydenckich w przyszłym roku, wyjawił w artykule w gazecie Izwiestia swe plany tworzenia ponadnarodowych związków gospodarczych w oparciu o Unię Celną Białorusi, Kazachstanu i Rosji, projekt o pierwszorzędnym znaczeniu, stanowiący ważny krok dla wszystkich krajów w przestrzeni post-sowieckiej.
Spodziewając się krytycyzmu, iż stara się przywrócić Związek Radziecki, rosyjski przywódca powiedział: "Nie mówimy o odtwarzaniu ZSRR w takiej czy innej formie. Naiwnością byłoby spróbować odtworzyć lub kopiować to, co pozostaje w przeszłości, ale ścisła integracja w oparciu o nowe wartości i podstawy polityczne i gospodarcze jest niezbędna, " wyjaśniając dalej, że to co proponuje to" model mocnej, ponadnarodowej unii, będącej w stanie stać się jednym z biegunów współczesnego świata ".
Docelowy wzór najbardziej zbliżony do Unii Eurazji to Unia Europejska, co musi oznaczać ewentualne użycie jednej waluty z jednego centrum emisji, jak również odpowiednią biurokrację w celu uregulowania zasad całej przestrzeni gospodarczej. Premier Kazachstanu Karim Masimow powiedział, że doświadczenie Unii Europejskiej wskazuje, że nie należy składać obietnic, które nie mogłyby zostać zrealizowane, i że unia powinna wiązać regionalne gospodarki ostrożny krok po kroku. "Kwestia wspólnej waluty jest czymś, co powinniśmy omawiać teraz. To musi być dobrze przygotowane z wyprzedzeniem, w celu uniknięcia nieporozumień, " powiedział przedstawiciel Kazachstanu.
W 2009 roku Prezydent Kazachstanu Nursułtan Nazarbajew ostro skrytykował dolara i zaproponował utworzenie regionalnej waluty dla krajów Euroazjatyckiej Wspólnoty Gospodarczej (Białoruś, Kazachstan, Kirgistan, Rosja i Tadżykistan). Według Nazarbajewa, "EURAS", jako że proponowana waluta tak miałaby się nazywać, w rzeczywistości pomaga chronić gospodarkę krajów członkowskich od dolara, którego lider Kazachstanu nazwał " walutą niedemokratyczną, niewolną, i niekontrolowaną".
Jego pomysł, aby utworzyć nową ponadnarodową walutę, która nie będzie dotykana przez nagłe zmiany kursów walut na międzynarodowych rynkach walutowych nie był nowy. Podczas zimnej wojny, ZSRR i krajów bloku wschodniego używały tak zwanego rubla dewizowego, w ramach Rady Wzajemnej Pomocy Gospodarczej. Zasadniczo Nazarbajew zatem oferuje ten sam system: wszystkie kraje zachowują własne waluty krajowe, które są traktowane jako symbole państwowości i niepodległości, ale w odniesieniu do transakcji między państwami będą używać „Euras”. Ale co, jeśli rosyjskie plany uczynienia rubla wspólną walutą Unii Eurazji przeważą nad propozycjami Nazarbajewa?
W ostatnich latach Putin, skupiając się na integracji gospodarczej, naciska byłe państwa Związku Radzieckiego do przyjęcia rosyjskiego rubla jako waluty regionalnej, co zapewniłoby Rosji realne korzyści. Niemniej jednak, jeśli rubel rosyjski, jako najczęściej używana przez konsumentów waluta, stanie się wspólną walutą Unii Eurazji projektowanej przez byłego agenta KGB, przywilej tworzenia pieniądza da Moskwie faktycznie absolutną kontroli gospodarki Kazachstanu, jak również Białorusi.
W ten sposób Putin, utrzymując swoją intencję nie zmierzania do odrodzenia ZSRR jako anachronicznego już modelu unii politycznej, osiągnąłby by mimo tego przywrócenie politycznej kontroli Moskwy nad dużą częścią jej byłego imperium. Ale co najważniejsze, polegając na sile gospodarki napędzanej rosnącymi wpływami z eksportu ropy i gazu, Rosja może mieć o tyle większe znaczenie, by móc dążyć do nowego systemu monetarnego, który oficjalnie uczyniłby rubla jedną z największych na świecie walut rezerwowych, kosztem dolara. Wielka batalia o kontrolę nad Eurazją toczy się nawet tak.
Giovanni D. Valvo jest ekspertem geopolityki Eurazji. Współpracuje z m.in. EkonomiaPolityczna.pl, World Security Network, oraz Equilibri.net. Prowadzi blog http://windowonheartland.blogspot.com/
Chrońcie fabryki Pensylwani! Cła ochronne inkubatorem Stanów Zjednoczonych
Jan Koziar
Wokół ceł ochronnych toczą się w naszym kraju liczne dyskusje. Przeciwnicy, odwołując się do neoliberalnej teorii, widzą w nich czynnik antyrozwojowy, destrukcyjny. Zwolennicy, odwołując się do aktualnych, krajowych problemów wskazują, że czynnikiem destrukcyjnym jest ich brak. Żyjemy w kraju, w którym przewaga teorii nad praktyką ma ugruntowaną tradycję. Doktrynerstwo marksistowskie zastąpione zostało doktrynerstwem neoliberalnym, zafałszowującym wiedzę o rzeczywistym rozwoju kapitalizmu, jego zróżnicowaniu i funkcjonowaniu. Na nic się więc zda wskazywanie na niszczenie polskiego przemysłu i rolnictwa tanim i łatwym importem, wobec panującego przekonania, że przodujące światowe gospodarki rozwijały się w oparciu o wolny handel. To przekonanie jest jednak błędne, bowiem wszystkie gospodarki, które osiągnęły sukcesy na rynku międzynarodowym, zaczynały od ochrony swego raczkującego jeszcze przemysłu przed zagraniczną konkurencją. Najlepszym zaś przykładem są same Stany Zjednoczone.
Najpierw protekcjonizm wychowawczy,
potem wolny handel
Stosowanie ceł ochronnych ma charakter względny, przejściowy i wchodzi w zakres tzw. „protekcjonizmu wychowawczego”. Jego zasady zostały sformułowane w Niemczech w pierwszej połowie XIX wieku przez twórcę niemieckiej, narodowej szkoły ekonomii, Fryderyka Lista. Gospodarkę należy najpierw „wychować” do konkurencji międzynarodowej, chroniąc ją cłami, wspomagając gospodarczą polityką państwa i rozwijając konkurencję wewnętrzną. Dopiero potem, po osiągnięciu poziomu międzynarodowej konkurencyjności, można ją włączyć w wolny, ponadnarodowy handel, którego pozytywów wcale się nie neguje. Już w XIX wieku niemieccy ekonomiści podchodzili krytycznie do teorii liberalizmu gospodarczego, wskazując, że utrudnia ona rozwój gospodarczy ich kraju i uzależnia go ekonomicznie od Anglii i Francji.
Niemcy z powodzeniem zastosowali protekcjonizm wychowawczy nie tylko dopędzając, ale i wyprzedzając na początku naszego wieku liberalną Anglię. Nie wymyślili zresztą nic nowego. Anglia robiła wcześniej dokładnie to samo w stosunku do Holandii, która była niegdyś największą handlową potęgą świata i głosicielem zasad wolnego handlu.
Jeszcze przed ekonomistami niemieckimi Stanisław Staszic i Wawrzyniec Surowiecki opowiadali się za techniką protekcjonizmu wychowawczego, wskazując, że do ekonomicznego upadku Polski przyczyniła się liberalna polityka handlowa szlachty, uniemożliwiająca rozwój krajowego przemysłu. Kres tej polityce położyli zaborcy włączając zabrane ziemie do swych chronionych celnie obszarów. Szczególne znaczenie miała rosyjska ochrona celna powodując rozwój przemysłu na terenie Kongresówki w drugiej połowie XIX wieku. W czasach współczesnych dobitnym przykładem skuteczności protekcjonizmu wychowawczego są sukcesy gospodarcze Japonii, Korei Płd. i innych dalekowschodnich „tygrysów”1.
Jest przy tym regułą, że wolny handel międzynarodowy głoszą w formie absolutnej zasady kraje najbardziej rozwinięte, zaś kraje opóźnione, lub przeżywające trudności gospodarcze nie biorą tej zasady serio. Stosuje się też inną regułę: idea wolnego handlu dla słabszych, cła protekcyjne względem silniejszych.
Dzisiaj antyprotekcjonistyczne idee zostały w Polsce upowszechnione ze źródeł amerykańskich. Były prezydent Bush głosił koncepcję utworzenia w Europie Środkowej strefy wolnego handlu. Skądinąd wiadomo, że Stany Zjednoczone chronią się przed japońskim i europejskim importem. Same zaś są najlepszym przykładem stosowania przed laty protekcjonizmu wychowawczego.
Główny problem ekonomiczny młodych
Stanów Zjednoczonych
Stosowanie ceł ochronnych i walki polityczne wokół nich stanowią oś dziewiętnastowiecznej historii Stanów Zjednoczonych. To właśnie cła ochronne były przyczyną chronicznego konfliktu między Północą i Południem i jednym z głównych powodów wybuchu wojny domowej w 1861 r., Ważniejszym powodem niż zniesienie niewolnictwa. Przed prawie czterdziestu laty ta sama Karolina Południowa, której wystąpienie z Unii (Stanów Zjednoczonych) zapoczątkowało zbrojny konflikt, zagroziła również wystąpieniem, i tylko z powodu podwyższenia ceł ochronnych przez przemysłowe Stany Północne. Konflikt zażegnano, choć nie wiele brakowało, by wojna domowa wybuchła już w 1823 roku. O zniesieniu niewolnictwa nie było wtedy w ogóle mowy. Spróbujmy jednak prześledzić problem w porządku chronologicznym.
Hamowanie rozwoju przemysłu amerykańskiego przez import towarów z Anglii trwało przez cały okres kolonialnej zależności. Nie wynikało ono zresztą z samej rynkowej przewagi gospodarki angielskiej, lecz wspomagane było całym szeregiem jak najbardziej nieliberalnych ustaw i rozporządzeń administracyjnych. Np. Amerykanom nie wolno było budować pieców hutniczych i walcowni, nie wolno im było produkować na rynek wyrobów wełnianych a handel podporządkowany był interesom brytyjskiej metropolii. „Gazeta Bostońska” z kwietnia 1765 roku pisała:
Mieszkaniec kolonii nie może zrobić ani guzika, ani podkowy, ani ćwieka bez wywołania protestu jakiegoś zasmolonego brytyjskiego handlarza żelaza lub szanowanego fabrykanta guzików, który woła wielkim głosem, że jego dostojność jest w jak najbardziej nikczemny sposób maltretowana, krzywdzona, oszukiwana i rabowana przez niecnych republikanów amerykańskich.2
W tym czasie jedyną skuteczną ochroną interesów amerykańskich był bojkot towarów angielskich.
Ekonomiczne uniezależnienie się od Anglii było też głównym celem zakończonej sukcesem wojny o niepodległość. Dalsza zaś ochrona miejscowego przemysłu mogła być realizowana przy pomocy barier celnych. Już jednak na konwencji uchwalającej konstytucję (1787 r.) zaznaczyły się regionalne różnice interesów, zauważone i odnotowane przez późniejszego prezydenta Jamesa Madisona. Różnice te najlepiej oddają słowa senatora McDuffie z Karoliny Południowej, wygłoszone w 1830 r.:
Wobec federacyjnego charakteru systemu rządzenia wielkim geograficznie obszarem naszego kraju i różnorodności zajęć naszych obywateli doszło do tego, że w różnych częściach Stanów Zjednoczonych powstały dwie grupy sprzecznych z sobą interesów. Pierwsza obejmuje przemysłowców, którzy nie mogą prosperować wobec konkurencji europejskiej, bez ochrony i subwencji ze strony rządu. Druga grupa obejmuje producentów ziemiopłodów z Południa, które znajdują rynki zbytu tylko za granicą i mogą być korzystnie sprzedawane tylko w drodze wymiany za wyroby obcego przemysłu, konkurując z wyrobami stanów północnych i środkowych (...). Interesy te są więc diametralnie sprzeczne i nie do pogodzenia ze sobą. Interes fabrykanta z Północy znajduje poparcie w każdym zwiększeniu ceł nałożonych na handel Południa i nie trzeba dodawać, że interesom plantatora z Południa sprzyja każde obniżenie ceł na jego produkty.
System Hamiltona – Webstera – McKinleya
Na wstępie jednak przewagę uzyskała Północ. Ustawa o dochodach z 1789 roku traktowała ochronę celną jako zasadę. W dwa lata później Aleksander Hamilton w obszernym memoriale „Report of Manufactures” przedstawił program rozwoju amerykańskich przedsiębiorstw z zastosowaniem ochrony celnej i dotacji. Zasady te zostały przyjęte za credo amerykańskiego systemu gospodarczego i uwzględnione w drugiej ustawie o dochodach z 1792 roku. Hamilton był twórcą polityki gospodarczej nazywanej później systemem Hamiltona-Webstera-McKinleya. Dwa kolejne nazwiska to wybitni kontynuatorzy tej polityki. Ostatni z nich to prezydent Stanów Zjednoczonych z końca XIX wieku. System ten działał zresztą aż do I-szej wojny światowej. Jego głównym elementem były właśnie cła ochronne. Hamilton był też twórcą stronnictwa federalistów reprezentującego interesy kół przemysłowo-handlowych Północy. Kontynuatorem tego stronnictwa jest obecna partia republikańska zalecająca wolny handel słabszym ekonomicznie zagranicznym partnerom. Oponentem federalistów była partia Jeffersona – protoplasta dzisiejszej partii demokratycznej. W owym czasie reprezentowała ona interesy rolników, najpierw głównie farmerów, później zaś (aż do wojny domowej) w coraz większym stopniu plantatorów.
W 1800 roku federaliści zostali odsunięci od władzy, lecz konflikty z zagranicą wpłynęły na podtrzymanie polityki protekcjonistycznej. W czasie wojen napoleońskich zarówno Anglia, jak i Francja szykanowały okręty amerykańskie, w wyniku czego wstrzymano w ogóle wymianę z zagranicą. Podczas drugiej wojny z Anglią (1812-1815) przerwany został import z tego kraju. W sumie wojenne ograniczenia importu wpłynęły poważnie na rozwój miejscowego przemysłu, choć spółki handlowe poniosły straty.
W 1816 roku rządząca partia Jeffersona ustaliła wysoką taryfę celną dla podreperowania wyczerpanego wojną budżetu. To nawrócenie się jeffersonistów na „zdrowe doktryny narodowe” w pełni satysfakcjonowało fabrykantów w stanach północnych. Bariery celne podnoszono kolejno w latach 1824 i 1828. O temperaturze tematu może świadczyć wypowiedź ówczesnego kongresmena Henry Claya:
Przeklęty handel jest jak hałaśliwa, lekkomyślna, flirtująca zalotnica, i jeżeli pozwolimy, by jej widzimisię rządziło nami, nigdy nie zdejmiemy z siebie indyjskich muślinów i europejskich tkanin wełnianych.
O krok od wojny domowej
W roku 1832 dokonano kolejnej podwyżki ceł. Tym razem jednak Południe zareagowało bardzo ostro. Nowe stawki nazwano „taryfą odrażającą” (tariff of abomination). Na czoło protestujących stanów plantatorskich wysunęła się wspomniana już Karolina Południowa, która uchwaliła „akt unieważniający” nowe stawki celne (Ordinance of Nullification) i zagroziła wystąpieniem z Unii. Konflikt udało się zażegnać kosztem obniżenia ceł do poziomu z 1816 r. Od tego momentu Południe rozpoczyna swój triumfalny pochód, prowadzone przez antyhamiltonowską partię, która od 1836 roku przyjęła swą dzisiejszą nazwę „partii demokratycznej”. Dominującą rolę odgrywają w niej teraz plantatorzy.
Doktryna w służbie cudzego interesu
Interesom plantatorów, sprzecznym z interesami amerykańskich przemysłowców, przyszła z pomocą angielska doktryna liberalizmu gospodarczego. Posłuchajmy, co na ten temat piszą autorzy cytowanego w tym artykule dzieła:
Przemawiając w imieniu kraju, który stał się wielkim warsztatem dla całego świata i aktualnie nie miał żadnego poważniejszego konkurenta, angielscy teoretycy odkryli w wolnym handlu typ polityki, najbardziej odpowiadający takiej sytuacji. Angielscy fabrykanci żądali taniego chleba dla swych robotników – stąd brak ceł na środki żywności. Ponieważ nie było prawdopodobne, by ktoś mógł ich gdziekolwiek pobić przez zaoferowanie niższych cen, Anglicy mogli sobie pozwolić na ryzyko konkurencji w zakresie wyrobów przemysłowych na własnym rynku. Opierając się na istnieniu tych zupełnie szczególnych warunków, które nawiasem mówiąc, nigdy się już nie powtórzyły, angielscy teoretycy ekonomii politycznej proklamowali wolność handlu jako doktrynę naukową. Proklamowali ją z taką pewnością siebie i z tak mocnym logicznie uzasadnieniem, że wielu amerykańskich profesorów przyjęło ją, jakby to było prawo natury, pomimo odmiennych warunków ekonomicznych panujących w ich kraju. Oto, dlaczego prace teoretyczne uczonych, szczególnie na uniwersytetach, nie zawsze były w pełni zgodne z interesem i opinią praktyków zatrudnionych w produkcji.
Doktryna w służbie własnego interesu
Nie wszyscy jednak jajogłowi dali się zwariować. Jak czytamy bowiem dalej:
Wymogom amerykańskiego przemysłu uczynił wreszcie zadość Henry C. Carey z Filadelfii. Wydał on w latach 1837-1840 trzytomową ekonomię polityczną, w którym to dziele ostro skrytykował głośne koncepcje zwolenników wolnego handlu, naszkicował narodowe podstawy protekcjonizmu i dał logiczny fundament systemowi celnemu. Teorii człowieka ekonomicznego automatycznie powodującego się własnym interesem, błędnej w założeniu i niebezpiecznej w zastosowaniu, Carey przeciwstawił doktrynę interesu narodowego. Odtąd młodym gałęziom przemysłu nie brak było orędowników wśród uczonych.
Południe parło jednak naprzód. I znów odwołamy się do cytowanego dzieła:
W latach 1830-1860 taryfa celna, zmieniana pięciokrotnie, wykazywała na ogół tendencję zniżkową. Obniżkę stawek przeprowadzono w roku 1833, jak widzieliśmy, pod groźbą rewolucji ze strony plantatorów z Karoliny Południowej, a gdy w niespełna dziesięć lat później wigowie przy pomocy opozycji znowu podnieśli stawki, zwolennicy niskich taryf odnieśli zwycięstwo w wyborach w r. 1844. Potem nastąpił zdecydowany zwrot. Partia demokratyczna pod przewodem Południa pchała kraj w kierunku wolnego handlu aż do punktu kulminacyjnego w roku 1860. Ustawą celną z roku 1846 Kongres zadał druzgocący cios systemowi protekcyjnemu, przy czym na czele większości, która dokonała tej straszliwej egzekucji, stali członkowie Kongresu z Południa i Zachodu.
Sojusz farmerów i przemysłowców przeciw plantatorom
Marnie wyglądałby los kapitalizmu amerykańskiego, gdyby nie doszło do rozbicia rolniczej jedności interesów między plantatorami a farmerami. Wśród tych ostatnich szerzył się od dłuższego czasu ruch wolnych nadziałów ziemi. Chodziło w nim o darmowy przydział ziemi publicznej rodzinom farmerskim, na nie zasiedlonych dotąd terytoriach (tematowi temu poświęcony jest osobny artykuł pt. „Komu kapitał państwowy? Prywatyzacja Dzikiego Zachodu”, Nasz Dziennik 18 lutego 2000 r. i osobna cyfrowa broszura). Wprowadzenie wolnych nadziałów ziemi spowodowałoby masowy odpływ robotników z fabryk Północnego Wschodu i podrożenie siły roboczej. Nie było więc w interesie fabrykantów. Z kolei takie skutki farmerskiej prywatyzacji mogły się nawet podobać plantatorom, którym wolne nadziały nie zagrażały na ich własnym terytorium. Tak jednak było dopóki sami plantatorzy nie zaczęli ekspandować na zachód a w szczególności na północny zachód, gdzie weszli w kolizję z kolonizacją farmerską. Konflikt rozwinął się najostrzej na terytorium stanu Kansas, gdzie dochodziło do starć zbrojnych na długo przed wybuchem wojny domowej.
Wolne nadziały oznaczały błyskawiczne zagospodarowanie nowych ziem przez farmerów i tym samym zablokowanie ekspansji formacji niewolniczej. Plantatorzy zaczęli więc przeciwstawiać się ich ustawowemu wprowadzeniu. Z kolei przemysłowcy amerykańscy dostrzegli w intensywnej farmerskiej kolonizacji Zachodu potencjalny olbrzymi rynek zbytu dla swoich wyrobów.
Zarysowujące się odwrócenie sojuszu zostało przyspieszone aktywną polityką plantatorów. W 1857 r. opanowany przez nich Kongres ponownie obniżył cła, w wyniku czego „wybuchła panika w przemyśle a przygnębienie ogarnęło zarówno przedsiębiorców jak i wolnych robotników”. W 1860 r. prezentujący interesy Południa prezydent Buchanan storpedował kompromisowy projekt ustawy o farmerskich nadziałach ziemi.
W tym samym roku na republikańskiej konwencji wyborczej w Chicago zawiązany został sojusz między fabrykantami a farmerami. Przy odczytywaniu programu partii z największym aplauzem spotkało się żądanie ceł ochronnych i wolnych nadziałów ziemi. Prezydencka kampania wyborcza Abrahama Lincolna przebiegała pod hasłami:
„Wygłosuj sobie cła ochronne!”, „Wygłosuj sobie farmę!”, „To walka, w której idzie o ochronę przemysłu i o prawa świata pracy!”, „Jeśli pragniecie siły i wielkości, chrońcie fabryki Pensylwanii!”.
Zwycięstwo protekcjonizmu
Wyborcza wygrana Lincolna doprowadziła do wojny domowej, której wyniki wszyscy znamy. Choć może nie wszystkie wyniki. Bo przecież nie tylko ważne jest, kto wygrał a kto przegrał, ale przede wszystkim to, o co w danym konflikcie chodziło i co było dzięki wygranej realizowane.
Gdyby ten aspekt amerykańskiej wojny domowej był u nas szerzej znany, można by się spodziewać większego zrozumienia dla ochrony dzisiejszego polskiego przemysłu, jak również rolnictwa.
Jeszcze w czasie trwania wojny domowej przywrócono i maksymalnie podniesiono taryfę celną zniesioną przez plantatorów w 1857 roku oraz wprowadzono zasadę państwowych dotacji do ważnych inwestycji o znaczeniu ogólnokrajowym. Po zakończeniu działań wojennych nastąpił niesłychany boom gospodarczy. Według cytowanego dzieła:
Specjalne prawa zabraniały obcym okrętom żeglugi przybrzeżnej, a całą Amerykę otaczał wysoki mur ceł protekcyjnych, który chronił kapitalistów przed dotkliwą konkurencją ich europejskich braci.
Jeszcze przed zakończeniem wojny domowej farmerska królowa – pszenica zdetronizowała dawną plantatorską królową – bawełnę. Teraz zaś jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać królestwa: linii kolejowych, nafty, stali, górnictwa i banków. Za murem ceł ochronnych rozwinął się potężny rynek wewnętrzny o obrotach przekraczających łączne obroty handlu zagranicznego Anglii, Francji, Niemiec, Rosji, Holandii, Belgii i Austro-Węgier. Okres ten trwał pół wieku i w tym czasie Stany Zjednoczone wyrosły na pierwszą potęgę gospodarczą świata. Nie ograniczono się przy tym do praktycznej strony systemu protekcyjnego. Założona na uniwersytecie w Pensylwanii ekonomiczna szkoła Wartona uzasadniała teoretycznie i propagowała mechanizm ceł ochronnych. Oczywiście wielu jajogłowych ekonomistów obstawało dalej przy teorii angielskiej, dobrej w tym czasie dla Anglii, nie dla Ameryki.
Amerykański system protekcyjny zachwiał się pod koniec XIX wieku w wyniku dwukrotnego zwycięstwa demokratów. W 1884 roku prezydentem został ich kandydat Grover Cleveland, który próbował obniżyć cła, co jednak nie przeszło przez republikański Senat. Po nim nastąpił wspomniany już William McKinley. Był on według jego biografa, „aniołem stróżem przemysłu krajowego (...). Ojciec jego i dziadek byli właścicielami hut, a więc byli zaangażowani w przemyśle uzależnionym w poważnym stopniu od taryf protekcyjnych”.
Nowy prezydent opracował i podpisał w 1890 roku ustawę, która podniosła bariery celne znacznie ponad poziom ustalony podczas wojny domowej. Wywołało to protest kupców importerów, farmerów i plantatorów korzystających już tym razem z pracy najemnej. W rezultacie na prezydencki stołek powrócił w 1892 roku Cleveland i demokraci wnieśli projekt obniżki ceł, który przeraził fabrykantów, tak jak analogiczna inicjatywa z 1857 roku. Republikański Senat tak jednak przerobił projekt ustawy, że nie różniła się ona zbytnio od ustawy McKinleya i wszedł on w życie bez podpisu Clevelanda.
Obniżenie taryf celnych nastąpiło dopiero podczas prezydentury Woodrow Wilsona w przeddzień I wojny światowej. Skończył się w ten sposób okres protekcjonizmu wychowawczego, chociaż przemysłowcy wcale nie chcieli z niego rezygnować. W tym czasie stawał się on już jednak przede wszystkim źródłem ich nieuzasadnionych zysków a Stany Zjednoczone mogły sobie z powodzeniem pozwolić na wolny handel.
Pół wieku amerykańskiego protekcjonizmu wychowawczego, to okres bardzo długi. Jednakże wraz z przyspieszeniem tempa rozwoju przemysłowego okres ten uległ skróceniu. Wcześniej np. Anglia stosowała protekcjonizm przez półtora wieku, przeciwstawiając się głównie Holandii. Powojenna Japonia skróciła go do lat około trzydziestu a wschodnioazjatyckie tygrysy skracają do lat kilkunastu. Ostatnie przykłady są szczególnie pouczające, gdyż dalekowschodnie kraje startują ze znacznie gorszych pozycji niż my – były znacznie słabiej uprzemysłowione i miały mniej fachowych kadr.
Sam protekcjonizm nie wystarczy
Protekcjonizm wychowawczy nie oznacza samego wznoszenia barier celnych, lecz łączy się z definicji – jak zaznaczyliśmy na wstępie – z czynnikami i działaniami rozwojowymi. U Anglosasów nie trzeba było swego czasu (podobnie jak i u Holendrów) niczego szczególnego wymyślać. Funkcjonująca u nich kalwińska kultura gospodarcza, która była wystarczającym czynnikiem rozwojowym. A mimo to Amerykanie zastosowali państwowe wsparcie dla spółek kolejowych i linii oceanicznych.
Współczesne najbardziej przebojowe gospodarki bazują na nowych rozwojowych technikach ekonomicznych. Są to przede wszystkim: strategiczna polityka gospodarcza państwa (a nie tylko jego funkcje regulacyjne) oraz tzw. kooperacyjne stosunki przemysłowe, w których nie ma ostrej przeciwstawności interesów między załogą przedsiębiorstwa a jego kierownictwem. Techniki te rozwijane są w kapitalizmach typu japońskiego i niemieckiego. Nie było ich natomiast do niedawna w kapitalizmie anglosaskim, który najbardziej traci na ich niedorozwoju.
W związku z malejącą konkurencyjnością własnego przemysłu Amerykanie na początku lat dziewięćdziesiątych ponownie zaczęli bronić się barierami importowymi przed produktami lepiej funkcjonujących gospodarek. Jednocześnie zaczęli, dla podniesienia konkurencyjności, kopiować metody swych konkurentów w zakresie polityki gospodarczej państwa i kooperacyjnych stosunków przemysłowych. To nowe podejście i jego efekty widoczne są najlepiej w przemianach przemysłu samochodowego, który odzyskał swój dawny wigor. Jest to więc kolejny przykład, krótkotrwałego tym razem, ale również skutecznego, protekcjonizmu wychowawczego. Przykład tym istotniejszy, że dotyczy czasów współczesnych i największej potęgi ekonomicznej świata.
Stan naszej wiedzy ekonomicznej
Począwszy od 1989 roku, czyli przez 20 lat, zadaję bardzo wielu różnym osobom (w tym ekonomistom i politykom) testowe pytanie: „Co było przyczyną wojny domowej w Stanach Zjednoczonych?”. Niestety, otrzymałem tylko jedną poprawną odpowiedź. Co gorsza wszystkie te osoby (za wyjątkiem znowu jednej) nie widziały problemu w tym, że nie wiedziały, iż chodziło o cła ochronne dla przemysłu stanów północnych.
Nie trzeba wyjaśniać, że wiara w fałszywą tezę, że motorem gospodarczego rozwoju Stanów Zjednoczonych był wolny handel, miała decydujący wpływ na katastrofalny charakter naszej transformacji gospodarczej.
Nasuwa się smutny wniosek, że z takim rozumieniem najważniejszych elementów historii gospodarczej Świata, i z takim rozumieniem roli naszej indywidualnej, obywatelskiej świadomości, nie możemy sprawnie zawiadywać własnym państwem.
…
Jan Koziar jest działaczem społecznym i naukowym. Publikacja za zgodą autora. Najnowsza wersja tekstu, opublikowana w kwartalniku „Obywatel”, nr 3(47), 2009
Przypisy:
[1] Dzisiaj (2011) głównie Chin
[2]Wszystkie cytaty w niniejszym artykule pochodzą z dwutomowego dzieła Ch. Beard i M. Beard „Rozwój cywilizacji amerykańskiej”.
Libia delenda est. Dlaczego?
Wojna w Libii wchodzi obecnie prawdopodobnie w nową fazę, działań partyzanckich. Nie na technice i prognozach wojskowych będzie skoncentrowana uwaga niniejszej analizy, a na prawdziwych ekonomiczno-polityczno-ideologicznych przyczynach zniszczenia Libii, o których polski czytelnik wciąż niewiele wie.
Rozpocznijmy od ekonomii.
Francuzi pod przywództwem Sarkozy’ego będący w awangardzie antykaddafistowskiej koalicji posiadają największe na świecie spółki wodne.
Francuzi co nie jest wielką tajemnicą mają ambicje przejąć system wielkiej sztucznej rzeki i przez następne dziesięciolecia czerpać z tego profity.
Dzięki projektowi „Wielkiej Sztucznej Rzeki” Libia stała się czołowym państwem Afryki Północnej, jeśli chodzi o zapasy słodkiej wody. Realizacja idei zbudowania „ósmego cudu świata” (jak Kaddafi nazwał projekt „Wielkiej Sztucznej Rzeki”) rozpoczęła się w 1980 roku. Prace nad projektem zostały w większości ukończone. Zbudowano 4000 km wodociągów dostarczających wodę z południa kraju na północ. Prócz Libii projekt miał dostarczać słodką wodę do Egiptu, Sudanu, Czadu. W założeniu budowa miała się odbywać bez zaciągania długów u międzynarodowych instytucji finansowych jak Bank Światowy czy Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Zrealizowanie planów zamienienia pustynnych krajobrazów Afryki Północnej w obszary zielone bez popadania w kredytowe zależności okazało zbyt wielkim zagrożeniem dla monopolu globalnych instytucji finansowych. Prócz tego zdaniem wielu analityków kontrola nad zasobami słodkiej wody na obszarach jej deficytu w sensie geostrategicznym może być bardziej znacząca od kontroli łóż ropy naftowej. System ekonomiczny państwa libijskiego zbudowany na bazie swoiście rozumianego socjalizmu wyłożonego przez Kaddafiego w „Zielonej Książce” charakteryzował się najwyższym poziomem życia w Afryce Północnej. Warto przytoczyć tutaj niektóre informacje na temat poziomu życia Libijczyków, celem lepszego zrozumienia liczby podajemy w dolarach USA.
- PKB per capita 14 tysięcy 192 dolary
- -zasiłek dla bezrobotnych 730 dolarów
- - wynagrodzenie pielęgniarki 1000 dolarów
- za każde nowonarodzone dziecko 7 tyś dolarów
- nowożeńcy dostają 64 tysiące dolarów na zakup mieszkania, na starcie indywidualna pomoc finansowa w wysokości 20 tysięcy dolarów
- bezpłatna służba zdrowia
- bezpłatna nauka
- w niektórych aptekach bezpłatne lekarstwa
- brak opłat za energie elektryczną
- benzyna tańsza od wody- 0,14 dolara za litr[1]
Cały obszar libijskiej gospodarki częściowo znacjonalizowany, częściowo uspołeczniony odpowiadający za „socjal” na tak wysokim poziomie jest znakomitym kąskiem dla zachodnich banków, i koncernów. Trypolijski pejzaż wolny od przedstawicielstw zachodnich instytucji finansowych wydaje się przechodzić do historii. Warto w tym miejscu przypomnieć sobie postawę włoskiego premiera Silvio Berlusconi, który w 2008 roku podpisywał z Libijczykami traktat mający „raz na zawsze” zakończyć niechlubną epokę włoskiego kolonializmu 1911/1942. W ramach włosko-libijskiej umowy Włosi wypłacą Libii 5 miliardów dolarów w ciągu 25 lat inwestując w infrastrukturę (drogi, linie kolejowe). Pewną ciągłość zachodnich „interwencji” zbrojnych możemy zaobserwować również jeśli chodzi o odchodzenie w rozliczeniach od dolara amerykańskiego. W przypadku Iraku przypomnijmy, że Saddam Husajn jako pierwsza głowa państwa OPEC przeszedł w rozliczeniach za ropę z dolara na euro. W przypadku Libii, Kaddafi od dłuższego czasu podkreślał potrzebę stworzenia, niezależnej kontynentalnej, afrykańskiej bankowości w oparciu o złoto i w oderwaniu od międzynarodowej „finansjery”. Tego typu idee nie mogły spodobać się francuskim (i nie tylko francuskim) bankom, do dziś przecież dominującą na Czarnym Lądzie walutą jest afrykański frank francuski.
Warto również przypomnieć projekt zbudowania (głównie z budżetu libijskiego) pierwszego afrykańskiego satelity. Odebrano w ten sposób Zachodowi monopol na korzystanie z jego satelity i opłaty za tą usługę w wysokości 500 milionów dolarów rocznie. Pozornie wszystkie działania zachodu wyglądają na nieskoordynowane i chaotyczne a naprawdę jest to przygotowywane i realizowane etapami od prawie 20 lat. Chodzi o dominującą kontrolę nad afrykańskimi złożami, utrzymania dolara jako dominującej w handlu surowcami waluty, oraz (w kontekście geopolitycznym) wyparcie z tego obszaru wpływów Rosji i Chin[2].
Casus belli przeciwko Libii nie miał li tylko ekonomicznego charakteru, o którym można naprawdę wiele pisać. Jeśli chodzi o polityczno-ideologiczne tło to warto na moment przyjrzeć się systemowi libijskiemu stworzonemu przez Kaddafiego. Libijska dżamahirija ( z arabskiego. „władza ludu”) stała się pod rządami Kaddafiego narodem, który siedmiokrotnie zwiększył liczbę swoich mieszkańców. „Trzeci Uniwersalna Teoria” zawarta w „Zielonej Książce” Kaddafiego będąca w czasach zimnej wojny w opozycji do systemów bloku wschodniego i zachodniego wyrażała ideały „demokracji bezpośredniej”, które realizowane były z powodzeniem w postaci „komitetów ludowych”. Reprezentanci komitetów zbierali się na „Powszechnym Kongresie Ludowym”, liczącym 2700 członków jednoizbowym parlamencie libijskim. Sprawność funkcjonowania tego oryginalnego systemu obnażała arogancką twarz zachodniego „jedynie słusznego” systemu demokracji parlamentarnej i zależności partii politycznych (które w Libii były zakazane) od kapitału. Będąca w awangardzie społecznego postępu (w odróżnieniu od arabskich monarchii) była przykładem politycznym nie tylko dla Arabów, czy mas afrykańskich, ale również dla innych (głównie trzecioświatowych) narodów. W dobie kryzysu idei politycznych po upadku realnego socjalizmu i kompromitacji neoliberalnego kapitalizmu zagrożenie „świeżą” jeszcze nie zrealizowana na szerszą skalę ideologia państwa libijskiego mogło zostać uznane za zbyt znaczące. „Zielona Książka” w której Kaddafi zrywa z fetyszem parlamentaryzmu w stylu zachodnim mogła w najbliższej przyszłości stać się inspiracją dla zwolenników demokracji bezpośredniej w Afryce, Ameryce Łacińskiej czy nawet w Europie. Lansowane przez Kaddafiego trwające 15 lat wysiłki na rzecz stworzenia politycznie zjednoczonego narodu arabskiego napotykały na ogromne trudności. W związku z tym nową strategią polityczną stał się dla Libii panafrykanizm. Cały szereg sukcesów przy tworzeniu „Stanów Zjednoczonych Afryki miał być tylko etapem, po którym przyjść miała integracja z Unia Europejską na całkowicie równoprawnych zasadach. Zamysł geopolityczny takiego przedsięwzięcia jest nie do zaakceptowania dla „nowego porządku światowego” firmowanego przez USA i NATO. Idea demokracji bezpośredniej gdzie w sposób największy z możliwych ludzie kontrolują administracje państwową jest nie do przyjęcia w kontekście realizowanego od czasów prezydentury Georga W. Busha słynnego projektu „Wielkiego Bliskiego Wschodu”[3] .
W sensie geopolitycznym Libia jest pomostem integrującym zjednoczoną Afrykę, oraz Europę. Wizja Kaddafiego lansowała od lat dialog kultur i cywilizacji w opozycji do huntingtonowskiego „zderzenia cywilizacji”. Wiążący nadzieję na odejście tej koszmarnej doktryny wraz z odejściem ze stanowiska prezydenta USA George’a Busha nie powinni mieć złudzeń co do tego, że prezydentura Obamy w jakiś zasadniczy sposób od niej odbiega. Przyjmuje tylko bardziej „strawny” bardziej „sympatyczny” wyraz niż ta firmowana twarzą „teksańskiego kowboja”.
Kornel Sawiński – Ekspert Europejskiego Centrum Analiz Geopolitycznych, odpowiedzialny za program analityczny Libia 2011. Doktorant na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Śląskiego, publikuje m.in. na geopolityka.org, psz.pl
[1] http://www.evrazia.org/article.php?id=1765
[2] www.africom.mil/AboutAFRICOM.asp
[3] http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110312&typ=my&id=my03.txt






